Góry zimą. Polsko-słowacki tysięcznik.










             












Trzy wyprawy. Każda zimą. Każda w polskie góry. Każda zapisana głęboko w pamięci. Przed Wami kolejny mini-cykl. Jest grudzień. Zbliża się ta pora roku, której większość nie lubi, ale spora część uwielbia. A zima najpiękniej wygląda w polskich górach. Każda wędrówka nie jest już taka łatwa, jak latem. Trzeba wytrwałości, cierpliwości i stoickiego spokoju, by w odpowiednim momencie nie spanikować. A więc... była to zima jakich mało. Luty 2012. Półtora metra świeżego puchu w górach i buty, które okazały się przemakać szybciej niż się spodziewałem.  

Jaworki. Z rana senna wieś, w której tylko nieliczni turyści zimą udają się w Małe Pieniny na taki niby trekking. My wyszliśmy stosunkowo wcześnie, by zaatakować Wysoką. Najwyższy szczyt w całych Pieninach. 1050 metrów. Szlak nie przetarty. Czyniliśmy pierwsze ślady, jak pionierzy zimowej turystyki górskiej. Wąwóz Homole prawie jak dziewicze miejsce należące tylko do Matki Natury. A potem zaczęło się pod górkę. Każdy, kto wychodził na Wysoką, to wie. Rozległa polana pod szczytem nachylona pod dużym kątem. Potem wejście w las i schody z barierką dalej ostro w górę. A na sam koniec skalne wychodnie, po których spokojnym tempem trzeba się wyspindrać (z gwary: wspiąć się) na najwyższą skałkę. Łatwe? Naprawdę? A co jeśli szlak jest przysypany półtorametrową warstwą zmrożonego śniegu, pod którym zapadają się nogi? Każdy krok trwał i trwał. Schodów i barierek de facto nie było. Właśnie w takich warunkach szykowała nam się przygoda.

Chodzenie na czworakach. Odpoczynek co kilka kroków, aby złapać oddech. Desperackie nieudane próby wychodzenia pod górę normalnie, na wyprostowanych nogach. Mróz szczypiący w twarz. Olbrzymie zaspy śnieżne. Utrudniona orientacja w terenie przez brak punktów charakterystycznych, w tym znaków wskazujących na drogę, którą biegnie szlak na szczyt. Brzmi jak wspinaczka na Mount Everest? Wtedy tak się zdawało. 
Tutaj jeszcze śnieg twardy i ubity. A droga widoczna.
Metoda na czworakach okazała się najszybsza, ale najbardziej męcząca.
Zrobiliśmy to! Wysoka okazała się faktycznie wysoka. Niby tysięcznik, ale w nogach czuło się więcej. Pogoda dopisywała. Panorama zmroziła krew w żyłach jeszcze bardziej niż zimne powietrze wdychane głębokimi haustami do płuc. Całe Tatry, pół Słowacji, całe Pieniny i Beskid Sądecki. W dole pod skałką, z której podziwia się te cuda, Lesnica, w oddali Velky Lipnik czy Haligovce. Gdzieś tam dalej oczyma wyobraźni dorabia się resztę widoków Magury Spiskiej. Wiatr huczał w uszach. Szybkie zdjęcie. I ruszamy w dół. Przez tumany śniegu. Próbowaliśmy nawet się turlać w dół. Niestety, zapadaliśmy się jeszcze bardziej. Jednak najlepiej okazało się być cierpliwym i wytrwałym w spokojnym, powolnym zsuwaniu się. Do Jaworek. Do busa.
Ze szczytu widać niemal wszystko!
Wysoka. 1050 m n.p.m.

Komentarze

  1. Kapitalne są widoki stamtąd. A widok Tatr z Bacówki pod Bereśnikiem również zacny. I z Wielkiego Rogacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widoku z Bereśnika na pewno będzie coś napisane. Dzięki za inspiracje!

      Usuń
  2. uwielbiam panoramę z Wysokiej... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcia! W końcu nasze góry takie piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a w tajemnicy powiem, że towarzyszyła mi Pietruszka (tak, ta Pietruszka) ;) pomyśl, jak ona dopiero zapadała się w tym śniegu

      Usuń

Prześlij komentarz