Tirana - po tygodniu zycia w stolicy Albanii

Plac Skanderbega - "centrum" miasta
Podroznicy lubia sie chwalic, ze byli w europejskich stolicach. Jedno bardziej, drudzy mniej. Jednak Budapeszt, Paryz, Londyn czy Rzym brzmia dumnie. Jak ktos zareaguje, gdy powiem, ze ja spedzilem miesiac w Tiranie - stolicy Albanii? Spojrzenia na pewno beda zmieszane i niejednoznaczne.
 
Po tygodniu w tym miescie czuje zaaklimatyzowany. Wszelkie turystyczne podejscie do nowych miejsc ze mnie zeszlo. Faza ekscytacji minela. A bylo czym sie ekscytowac! Chaos drogowy, walka pieszych o miejsce na ulicy, uliczni sprzedawcy wszystkiego (a najwiecej to owocow, warzyw i zieleniny), zatrzesienie roznych fast-foodow z lokalnym jedzeniem i wiele wiecej. Teraz to wszystko mijam codziennie w drodze na uczelnie, gdzie studiuje czy na obiad. Stalo sie dla mnie codziennoscia. I dobrze. Bo to miasto zaczyna sie podobac dopiero wtedy, kiedy przestaje sie na niego patrzec okiem przybysza, a okiem tubylca. Chociaz nadal jest co odkrywac. Kolejne kawiarnie, rodzinne restauracyjki. Tutejsza kuchnia serwuje tak wiele rzeczy, ze nadal nie sprobowalem wszystkiego. Od ponad tygodnia nie pilem herbaty, poniewaz tutaj kroluje kawa, ktora saczona caly dzien pobudza mieszkancow do zycia.

Jaka jest Tirana? Niejednoznaczna, kolorowa i zywa. Tutaj od rana do ciemnego wieczora na ulicy tetni zycie. Chociaz samo miasto ma okolo pol miona mieszkancow, a aglomeracja niemal milion (w Albanii mieszka nieco ponad 3 miliony ludzi), to centrum zdaje sie nie przytlaczac. Z jednego kranca na drugi spokojnym, albanskim krokiem przedostane sie w 20-30 minut. Przy glownych bulwarach wysokie szklane drapacze chmur, nieco dalej w stylu wloskim doniosle budynki i rezydencje panstwowe. Na parkowych lawkach przesiaduja starsi i mlodsi pijac kawe oraz relaksujac sie caly dzien (nawet w tygodniu! kiedy oni pracuja?!). Tutaj nawet w stolicy zycie zwalnia. Kazda czynnosc wykonuje sie powoli i bez pospiechu. 

No i ten jezyk. Najwieksze wyzwanie. W brzmieniu zupelnie obcy. Spiewny i melodyjny jak wloski. Niekiedy brzmi z amerykanskim akcentem. Wbrew pozorom momentami podobny do polskiego, ale to przez wiele zapozyczen z jezyka lacinskiego. Rosyjski czy niemiecki zagranica opanowywalem zdecydowanie szybciej. Jednak w przypadku albanskiego trzeba cierpliwosci i opanowania, bo "po" znaczy tak, a "jo" - nie. A to tylko jedna z wielu pomylek jakie sie tutaj Polakowi trafia.

Jeszcze sporo czasu mi tutaj zostalo do poznania tego miasta i duszy tego kraju. Chociaz nadal dostaje goraczki na mysl o tutejszej komunikacji zbiorowej, jednak przy odrobinie szczescia i zyczliwosci ludzkiej moze wybiore sie gdzies dalej. Na Mount Djat - strzelista gore ponad miastem, na ktora wiedzie kolejka linowa. Do Durres - zeby zobaczyc pamiatki starozytnosci i zamoczyc nogi w morzu. Do Vlore - po to samo co do Durres. Gjirokastra? Czemu nie? 

Bo w Albanii, jak w Polsce. Ludzie dumni i butni. I nie lubia swojej stolicy:-)
Politechnika w Tiranie - glowny budynek:-)
Kazda lawka zajeta przez relaksujacych sie mieszkancow miasta.

Komentarze

  1. szkoda, że tak mało zdjęć zostało dodanych do posta.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo wszyscy chcieliby tony zdjęć. :) zapraszam na FB. Tam jest trochę więcej. Jednak obiecuje że głód zaspokoję. Cierpliwości:-)

      Usuń
  2. Tak chyba w ogóle jest z miastami, że warto w nich pomieszkać i poczuć naprawdę - inne wrażenie wtedy pozostaje niż to początkowe, turystyczne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. To prawda. Trzeba tygodnia lub dwóch aby oswoić rzeczywistość i nazwać ją codziennością.

      Usuń
  3. Dla mnie meiszkanie w jakims miejscu to świetna sprawa własnie dlatego, że pozwala poznać je z zupełnie innej strony niż kiedy jesteśmy tylko przejazdem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama prawda. Po kilkunastu dniach siedzenia tutaj widzę różnice w postrzeganiu tego miasta, niżeli było na początku.

      Usuń
  4. Miałem tak podczas wojaży po południowych Czechach :) Wszystkie obiekty z turystycznych zrobiły mi się nagle powszechne :)
    Pozdrawiam,
    TuJarek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dużo musiales zjechać. Choć południowy nie są aż tak różni wiec i przyzwyczaić się do nich znacznie szybciej:-)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie wyskakują zza każdego rogu. Chyba trochę przesadzona ich sława:)

      Usuń
  6. Kiedyś ktoś powiedział, że Tirana to "koszmar architekta". Zdjęcia stamtąd zawsze bawią, więc czekamy na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Tirana to Kalkuta Europy. I ze wzgledu na postać Matki Teresy której tu pełno, jak i organizację tego miasta. Tylko 20 razy mniejsza od pierwowzoru:-)

      Usuń
  7. Z Twojego opisu wyłania się bardzo ciekawe miasto. A stwierdzenie, że mieszkańcy Albanii, tak jak Polacy, nie lubia swojej stolicy rozśmieszyło mnie (no bo ja nie lubię Warszawki ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj wiele rzeczy funkcjonuje tak jak w Polsce czy reszcie Europy. Albania to nie Afryka, o czym coraz bardziej się przekonuje.

      Usuń
  8. W jakim jezyku Ty studiujesz na tej albanskiej politechnice? W Tiranie jeszcze nie byłam, ale ze zdjec na prawde wyglada jak koszmar architekta. Moj chlopak (z pochodzenia albanczyk) usilnie przekonuje mnie, ze Tirana jest pięknym miastem, no ale jakas mu nie wierze:p Ogolnie albanczycy sa strasznymi patriotami i zlego slowa o swoim kraju nie powiedza dlatego dziwi mnie to, ze mowisz, ze oni nie lubia swojej stolicy. Jak probuje powiedziec mojemu chlopakowi, ze ta Tirana to zbyt atrakcyjnie nie wyglada to nie wie o co mi chodzi:p No ale faktycznie spokoju ducha i.relaksu codziennego to mozna im pozazdroscic. Choc po jakims czasie staje sie to meczace i mozna zwariowac od wiecznego nic nie robienia, albo robienia poooowoli, wiec lepiej uwazaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Studiuje po albańsku. Pomaga mi tutaj doktorantka, ale język naukowy bardzo podobny jest wszędzie. O Tiranie usłyszałem dobre słowa, ale niektórzy spoza stolicy nie zachwycają się nią. Sprostowałbym słowami, ze lubią Tiraną, ale resztę kraju jeszcze bardziej:) Fakt. Patrioci wielcy. Lubię ich za to. Strasznych nacjonalistów tutaj jeszcze nie spotkałem. A tryb życia okropnie rozleniwia... Męczylo mnie to na początku. Teraz to dla mnie sama frajda. Boje się co będzie jak wrócę do Polski:-)

      Usuń

Prześlij komentarz