Życie studenta w Tiranie

Miesiąc na studenckiej wymianie w Tiranie dostatecznie pozwala poczuć atmosferę życia. Uniwersytet Politechniczny jest uczelnią z historią, tradycjami i niesamowitym klimatem. Wykłady, ćwiczenia, prywatne konsultacje i wielokrotne przerwy na kawę będę zawsze miło wspominał.

Po pierwsze i najlepsze, zajęcia na uczelni trwają zawsze rano. Po godzinie dwunastej budynek wydziału zaczyna się wyludniać, kończą się ostatnie wykłady, wszyscy rozchodzą się do domów lub barów. Bo na tym polega większość dnia każdego mieszkańca Tirany - pójść do lokalu i spędzać czas z ludźmi. Klimat wydziału Geologii i Górnictwa jest przytulny i ciepły, pomimo olbrzymich wnętrz w jakich znajdują się sale. Budynek wydziałowy został wybudowany jeszcze przez okupantów faszystowskich. 

Na terenie Tirany także znajduje się miasteczko studenckie z akademikami, całym zapleczem gastronomicznym i sklepami, gdzie można kupić wszystko. Wszystko wygląda nowo, schudnie i położone jest na uboczu, na niewielkim wzniesieniu z pięknym widokiem na miasto. Czyli da się!

Tak wygląda gabinet paleontologiczny.
Piękności!
Tuż przed wykładem.
Podejrzewam, że każdy czeka na tą relację pt. "jak to tam jest na uczelniach? na zajęciach?" Czułem się jak w liceum! Wszyscy na zajęciach rozmawiają, często nie uważają, lubią spoufalać się z wykładowcami lub kiedy ćwiczenia zdają się okropnie nudne to włączają telefony i widać tylko świecące twarze. 

Ale jest coś, czego nie spotkałem w Polsce. Relacja student-profesor jest znacznie bliższa. Studenci nie boją się profesorów, pytają ich o wszystko, zagadują o prywatne sprawy, humor danego dnia, przejmują się, kiedy dzieje się coś złego. Profesorowie także lubią wchodzić w interakcje z młodszym pokoleniem. Wykłady często kończą się dyskusją na zupełnie inny temat. Pewno wynika to z mentalności Albańczyków skłonnej do żywej dyskusji i rozmowy. Zauważyłem coś niezwykle cennego. Stosunek uczeń-mistrz rodem ze średniowiecznych akademii na politechnice w Tiranie jest nadal żywy. "Mistrzowie" często zauważają w kilkudziesięcioosobowej grupie utalentowane jednostki, ponadprzeciętnie zainteresowane tematem i pomagają im w rozwijaniu skrzydeł. Zadają dodatkowe prace. Proponują praktyki, wyjazdy lub zwyczajnie na zapraszają na szczerą rozmowę do siebie do domu (!). 

Przebywając miesiąc tam na studiach zdążyłem poczuć nie tylko odmęty albańskiej biurokracji i rozlazłego tempa pracy, ale także ogromną sympatię i chęć do przekazania mi wiedzy, umiejętności, do pochwalenia się dorobkiem naukowym tamtejszych profesorów. Na tamten miesiąc znowu poczułem, że studia są piękne, życie wtedy staje się przyjemne, a geologia porwała na nowo! I nie stałoby się tak, gdy nie kilka osób. Z tego miejsca chcę podziękować takim osobowościom jak profesor Eleni Gjani, Flutura Hafizi i Sabiela Mussabelliu. Faleminderit shume!
Ja i Sabiela - dziękuję!
Eleni i Flutura, dziękuję:-)

Komentarze

  1. Ostatnio w Tiranie byłam kilkanaście lat temu - wszędzie było jeszcze widać ślady po wojnie, miasto było bardzo zniszczone. Nawet ślady po kulach wbitych w mur. Pewnie teraz ani śladu tych złych czasów nie widać a Tirana jest nowym miastem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowe, nowiutke, odremontowane i lśniące :)

      Usuń
  2. Niewątpliwie zazdroszczę Ci tej możliwości mieszkania przez chwilę w Tiranie. Super sprawa, żeby lepiej poczuć klimat danego kraju. W każdym razie, co do wyludniania się uczelni koło południa - w końcu sjesta to sjesta i należy się jej oddawać z czystą przyjemnością :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu znowu Cię zaskoczę. Kiedy każdego pytałem się, czy jest tu sjesta, czy odpoczywają koło południa, czy sklepy niekiedy są zamykane w tych porach - to żaden Albańczyk nie wiedział o co chodzi :P Tam nie ma sjesty, nie ogarniam, ludzie z kosmosu :)

      Albo to Tirana taka już światowa, że wypiera sporo śródziemnomorskich zwyczajów :)

      Usuń
  3. Niedługo wybieramy się do Albanii i Twój wpis jeszcze dodatkowo utwierdził mnie, że warto. Uwielbiam czytać o ludziach w danym kraju - bo to przecież oni go tworzą, a nie budynki czy pomniki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe, że zajęcia tak wcześnie się kończą, zupełnie inaczej niż u nas. Czy to znaczy, że zajęć jest w ogóle mniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęć pewno będzie tyle samo co u nas, tylko u nich są zblokowane. Np. od 8 do 13 jeden przedmiot z wykładem i ćwiczeniami. I tyle na cały dzień. Czasami bardziej rozdrabniają plan zajęć, ale zawsze zaczyna się od 8.00, a po 12 powoli wszystko się kończy ;)

      Usuń
  5. To dla Ciebie na pewno świetne doświadczenie! Mimo, że za chwile obrona i zakończenie uczelni, w takich okolicznościach przyrody chętnie bym jeszcze postudiowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre zakończenie studiów, które aż tak słodkie nie były;-)

      Usuń

Prześlij komentarz