Zwyczaje słowiańskie Sądecczyzny zapisane gwarą

Sądecki Park Etnograficzny (źródło: www.kompasturystyczny.pl)
Stoło sie. Teros cytocie w gwarze sondyckiej, takij jako pamiyntom z dzieciostwa. Jako godoła babcia, godoła matka i prawi pół rodziny. Na sondyckiej ziemi dzioło sie wiele zwycojów w ciongu roku, gdzie to młodzi i dziecka, a tys i babcie łodprawiali rózne łobrzendy ludowe. Łoto i kilka z niech.

Andrzejki
Łobchodzone w nocy z 29 na 30 listopado. Pierwej była to noc tylko dla dziopek, ale potem i stało się i dla chodoków. Tak włogóle wrózby andrzejkowe mieły pokazoć kto z kiem bydzie sie zenić i która za którego bedzie szła za moż. Dejmy na to, dawało sie placki psom na pozarcie, puscało na wode jigły i listecki mirtowe, lało wosk, licyło kołecki w płocie, przekłodało sie buty łod konta izby do dźwi cy rzucało cewikiem czes głowe.

Noc sylwestrowa
Najpiyrw szła cało rodzina do kościoła na nabozeństwo, coby podziynkować za cały stary rok. Potym, młodzi łorganizowali caluśkie zabawy. Musioły łone wyglodac jako, bo godoli, ze "jaki sylwester, taki cały rok". Z łostatnim dnim roku były zwiozane rózne zwycoje. Jedyn z nich to czszeba było płozbyć sie starych problemów. Najliypej zapisoć wszyskie złe wspominki na cyrwonym papiyrze, a potym je spolić. Wszyskie piniondze czszeba łoddać ludziom, coby zadłuzonym nie wchodzić w Nowy Rok. Nie mozna było sprzontać w chałpach tedy, bo scyńście sie wymiota z chałpy, a komórki musiało być pełne cego do jedzenia, zeby łodegnać bide w kłolejnym roku. Barz dobry nowy rok tys wrózyły gwiozdy na niebie. Josne i piykne gwiozdy w nocy i barz ładne słonecko z rana na niezachmuranym niebie, dawało to jak nic.

Sadzynie zimnioków i kapusty
Łobok kapusty cynstym jedzeniem były jeszczy zimnioki. A bo zimia było nie barz urodzajna to czszeba było duzo cosu, coby urosły one jag czsza. Z sadzyniem zimnioków było duzo zabobonów. Dejmy chocias na to, nie wolno było sadzić ich na świyntego Wojciecha, bo rodziły samiuśkie korzenie. Nie wolno było na Matki Boskij Bolesnyj, bo bydo gniły. Dopiro można było na Marka, bo "pod kozdym krzokiem zimniaków miarka". Po zimniokach był cos na kapustę. Coby dobrze rosła, zadawano uroków kwastom (krzanowi, łopianowi i pokrzywie), które pierwej sadzono z boku zagonu. Potym wiadome było, że kapusta na zdrowo wyrośnie.

Idzie lato, wietrzymy pranie. (źródło: www.voyagesmes.blogspot.com)

Sobótki
Inocej zwane Noco Kupały, Kupalnocko i inocej jesce jag kto kce. W noc sobótkowo łoncyły sie pary dziop i chodoków ze wsi. To była najlypsa łokazja do schytania chodoka dla dziopek. Plotły łone wionki z kwiotków i jakiś magicnych ziółek. Potem ze śpiywem i tańcami wrzucoły wionki do rzyk. Potym te wionki spływały rzekom niży, dzie chodoki je wyławioli. Dalij wracili sie do wsi i szukoli tej jednej jedynej od danego wionka. Tako para nawet tej nocy miała pozwolenie od starsych, coby połazić noco po lesie! Tys były barz cynste wrózby z kwiotków, ziółek i cego to się nie zebrało z pola. Włogóle kto był na sobótkowych dzianiach sie to mioł pewne, ze caluśki rok bydzie zyć w scyńściu i dostotku.

Jesce przed żniwomi!
Dozynki
Ady dozynki to kozdy zna, bo to świoto barz znane dla wszyskich Słowian. Dzisiof to je sie łący z festynem, tańcami, muzyko, a wszysko w podzience za caluski sezon żniw. Ano Ziemia Sondycka nie cała tako bogata w urodzajne pola, to tys nie tak wsyndzie swiontowali to. Chocias kto tam wie. One wpadały na dziń równonocy jesiennyj. Budowano wieńce ze zbóż, które niesły czes wieś kobieciny, bo i one jako zniwiarki tys pracowały przy tem, i one tys wiły te wieńce. A barz one bogate, strojne i łozdubne były. Temu wszyskiemu grało muzyka, śpiewy i tańce.

Zaduszki
Dawnij w ten dzień to łobchodzone były dziady, te ło których pisze Mickiewicz. W ten dzień nie można było wielu rzeczy robić, nie skalecyć sie, nie klepać masła, nie deptoć kapusty, nie maglować, nie przenść, nie tkać, wylewoć zadnych pomyj i nie wolno było pluć. A wszysko to, coby nie pogniewoć łodwiedzajoncyj dom dusy. W ten dziń, jak i wo Wszyskich Świontych to szło sie na groby rodziny, łubierało się je w gałonzie świrku i łocyscała z kwastów. Dzieckom godoło sie, coby nie kradły świczek z łobcych grobów, bo i umrzyki o swoje sie upomno. Jesce duzo ludzi wierzy, ady w noc zaduszek ło północy duse wszyskich umrzyków łażo z cmentorza do kłościoła. 

na podstawie: Wcześny M., Liturgia kościoła a obrzędy i zwyczaje gospodarskie Sądecczyzny, Nowy Sącz, 2009.

Inne wpisy o Ziemi Sądeckiej, Nowym i Starym Sączu, i sądeckich górach znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

  1. Pięknie a moje ulubione to oczywiście Zaduszki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny wpis, choć przyznam, że miałam trochę trudności z czytaniem. Pewnie w języku mówionym odbiór byłby płynniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo gwara to przede wszystkim język mówiony, stąd bardzo trudno niektóre niuanse wymowy napisać polskim alfabetem;-)

      Usuń
  3. Zupełnie coś innego, ludowość, gwara, bardzo mi się podoba, starzeję się chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz takie klimaty są ponoć bardzo trendi:-)

      Usuń
  4. Fajny wpis, tylko tym razem ciężko mi się czytało. Ale wyobrażałam sobie jakby to robił jakiś lektor :)

    Zwyczaje oczywiście ciekawe, ja pamiętam jak się w szkole buty w andrzejki układało.. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawą odpowiedzią wielu jest to, że się ciężko czytało. Nie miałem pojęcia, że dodanie gdzieś "ł" albo zamiana pojedynczych liter aż taką zmianę w odbiorze spowoduje;-) Dzięki za info.

      Usuń
    2. Trafilam tu przez blog Kami z mywanderlust. Jaka ciekawa publikacja! Rowniez przypomnialam sobie, jak w podstawowce sie wrozylo w Andrzejki... w wiekszosci tekst nie byl trudny w odbiorze, a moze byc to spowodowane tym, ze obecnie ucze sie jezykow, gdzie dana kombinacja liter w jednym, w drugim jest zastepowana przez inna specyficzna kombinacje, czyniac rozkodowanie wiadomosci latwiejszym po dokladnym sie przyjrzeniu.

      Usuń
    3. Dzięki za słowa! Gwara sądecka nie jest trudna. Żałuję, że nikt nie pokusił się o jakieś usystematyzowanie zapisu gwary czy to sądeckiej, czy podhalańskiej i innych karpackich. Pisałem fonetycznie, jak się mówi, tak się pisze.

      Usuń
  5. Genialne! Niby to jeno "Chłopy", cy jak mu tam, no! ;) A ten fragment: "Dzieckom godoło sie, coby nie kradły świczek z łobcych grobów, bo i umrzyki o swoje sie upomno. Jesce duzo ludzi wierzy, ady w noc zaduszek ło północy duse wszyskich umrzyków łażo z cmentorza do kłościoła. " naprawdę wymiata! :D
    Czekam na Boże Narodzenie i Wielkanoc łopowiedzine inocej !
    A "jesce przed żniwomi" bardzo mi się podoba, chociaż jesień też jest malownicza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi. By się bawić gwarą, śmiać z niej, próbować używać i mówić nią. Super! :)

      Usuń
  6. Łoż dziwne, że Mickiewicz gwarą jest tak samo :D Doskonałe, płaczę ze śmiechu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mickiewicz jest po polsku, bo która Bożena z Podegrodzia będzie o nim na co dzień gadać gwarą :P

      Usuń
  7. Tak sobie czytam i czytam te Twoje gwarowe wpisy i żal mi bardzo, że po żywiecku tak płynnie nie potrafię mówić :( Próbuję sobie wyobrazić jak to MÓWISZ, ale nie daję rady. Potrzebuję próbki na żywo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze krakowskim gronem się zobaczymy, może coś z siebie wykrzesę ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz