Jacy są Łotysze?



Ten wpis nie tak miał wyglądać. Powstał spontanicznie, ponieważ tutaj w Rydze przez miesiąc spotkało mnie tyle niespodzianek, pozytywnych zaskoczeń, że o tym warto napisać. O tej mocy znajomości. A więc poznajcie kilkoro Łotyszy i nie tylko.


Inga. Wynajmuję u niej pokój w mieszkaniu. Mieszka razem z synem Egilsem. Dobra cena, idealna lokalizacja, świetne warunki. Kobieta jest wysoko postawioną urzędniczką. Takiej gościny na początek się nie spodziewałem. Spotkaliśmy się pierwszego dnia na dworcu autobusowym, zabrała mnie do mieszkania, pokazała pokój, a w międzyczasie zdążyła zrobić zakupy i przygotować mi śniadanie. A wszystko w czasie jej pracy. Brak problemów, codziennie "good morning" oraz klimat typowej łotewskiej rodziny. Cisza, małomówność, spokój, grzeczność.

"Eduardo". Niech żyje moja słaba pamięć do imion. Niech więc owy pół-Niemiec, pół-Meksykanin, studiujący na Łotwie medycynę będzie nazywać się Eduardo. Pewnego dnia pojechał do Estonii, do Tartu, gdzie poznał piękną Polkę, w której się zakochał. Co się okazało. Polka mieszkała w... Nawojowej. Jest to wieś zaraz obok Nowego Sącza. Eduardo spędził tam 2 słoneczne, wakacyjne tygodnie. Tak w Nawojowej. Dobrze też pamiętał nazwę miasta obok, czyli Sącza. Wspomnienia, wrażenia, komentarze na temat sądeckiej mentalności. Nie wierzyłem na początku, że możliwe jest spotkać tak daleko kogoś, kto był w tak mało znanych stronach w Polsce (nie ukrywajmy, na palcach można policzyć Polaków spoza Sądecczyzny, którzy dokładnie wskażą położenie, wielkość i specyfikę regionu).

Pasza. A dokładnie to Pavels. Jest typowym Łotyszem, czyli pół-Łotyszem i pół-Ukraińcem. Poznany na spotkaniach couchsurfingu w Rydze. Wie, gdzie jest Nowy Sącz! Ponadto jak pozostała sympatyczna zgraja ludzi z tych spotkań ma doskonałe, wręcz przaśne poczucie humoru. Kara. Eriks. Tamara. Liene. Laima. Przez nich nie będzie mi się chciało wracać do Polski.

Janis. Jezuita, pierwszy łotewski jezuita. Poznaliśmy się, kiedy szukałem noclegu w Rydze. Chociaż nie pomógł to spotkaliśmy się na kawie. Rozmowy o życiu, pracy, urokach mieszkania zagranicą, o zawieraniu międzynarodowych znajomości i kilku innych tematach, których znać nie musicie. Dzięki niemu, wiem, że Kantora iela to tak długa ulica, że łatwo pomylić przystanki i potem wracać na właściwy adres pół godziny.

Reinis, Ingmara i Sigmund. Kolejni poznani przez couchsurfing. Ciepłe małżeństwo z małym synkiem o najpiękniejszym imieniu na świecie. On psycholog, ona tłumaczka książek, poezji i biegle posługująca się polskim. Pokazali mi kawał Rygi po drugiej stronie Daugavy, drewniane domy, brukowane uliczki, tajemne zaułki. Zabrali na jedno z lepszych piw, jakie piłem na Łotwie. Co więcej? Okazało się, że z Ingmarą mamy wspólnych znajomych z ambasady, w których odbywałem praktyki. Mieszkała kilka miesięcy w Polsce, zna Kraków jak własną kieszeń i odwiedziła Nowy Sącz. Była w sądeckim skansenie i bardzo jej się tam podobało! I powiedzcie mi teraz, że Sącz jest nieznanym nikomu miastem:-)

Łotysze są pięknym, spokojnym narodem. Cichym, choć gościnnym. Bardzo przesądnym i zabobonnym. Zupełnie się różnią od mieszkających tutaj Rosjan. W kontakcie z Łotyszami czuć pewien dystans i chłód w rozmowie, ale jednocześnie jest trochę w tym słowiańskiej gościnności i ciepła oraz skandynawskiej małomówności. Naród bałtycki. Coś, czego nie możemy do końca zrozumieć. Trzeba przyjechać i poznać.

Inne wpisy z Łotwy:
- Łotewskie mokradła
- Daugavpils - rosyjskie miasto na Łotwie
- Skansen w Rydze

Komentarze

  1. Czy Ingmara to nie czasem Ingmara Balode, tłumaczka m.in. Juliana Tuwima? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od razu jak przeczytałam o Ingmarze biegle znającej polski, pomyślałam właśnie o niej! Ostatni raz widziałam ją ponad dwa lata temu na koncercie w Rydze, wtedy jeszcze była w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz