Wiosna w Schwarzwaldzie, Badenii i Palatynacie


Kończysz jedną pracą, a zaraz będziesz zaczynać drugą. Nie chcesz dokonywać zmiany dzień po dniu. Co robisz? Planujesz wyjazd. A dokąd? Najlepiej po prostu odpowiedzieć na zaproszenie kumpla ze studiów, który 3 lata temu zaprosił do Amsterdamu, ale w wyniku kolei losu trafił do niemieckiego Karlsruhe. Może tempo odpowiedzi mizerne i nie ma czym się chwalić, ale los sprawił, że zamiast zwiedzać stolicę "płasko-kraju", poznałem góry Schwarzwaldu i Wogezy. Zacznijmy zatem podróż przez góry, pola, lasy i... termy.

Schwarzwald

To tam jest najszybciej się dostać z Karlsruhe. To bardzo stare (geologicznie) pasmo górskie rozciąga się południkowo wzdłuż Renu, w landzie Badenia-Wirtembergia, w południowo-zachodnich Niemczech. Chociaż najwyższe partie sięgają niemal 1500 m n.p.m. ale w okolicach "spokoju Karola" ich nie dostrzeżemy. Chociaż w północnej części nie doświadczymy spektakularnych widoków i nie odhaczymy kolejnych wybitnych szczytów powyżej tysiąca, to do wędrówek na spokojnie w sobotni, słoneczny dzień będzie to jak znalazł!

Rowerzysta wyciągany przez wyciąg orczykowy na górę. Sprytne i... leniwe.
jeziorko Wildsee na wypłaszczonym grzbiecie górskim

W naszym przypadku trafiło na Bad Wildbad. Czytamy po niemiecku, chociaż po angielsku też ta nazwa miejscowości miałaby sens niezbyt odległy od rzeczywistości. Zwłaszcza jeśli chodzi o słówko "wild". Ponieważ dziko tam bywa. Kiedy wędrujecie szlakami po okolicznych górkach możecie napotkać dzikie tłumy ludzi, jak również dziką naturę i brak jakichkolwiek piechurów. A jeszcze dorzućmy do tego jezioro Wildsee powstałe na wypłaszczonym grzbiecie masywu - wtedy poczujemy klimat północy: iglaste lasy, mokradła, jeziorko, drewniane kładki.


Kontynuując opowieść z Bad Wildbad, trzeba wspomnieć o odwiedzinach lokalnych term. Baseny z gorącymi wodami, sauny fińskie, parowe, zapachowe. Poza tym balkon z panoramą tego górskiego uzdrowiska i duży termalny basen na samej górze. Nie zapominajmy o jednym szczególe. Frywolność Niemców (bo większość gości stanowią tam raczej lokalni przyjezdni w słusznym wieku) sprawi, że będzie podziwiać wszystkich tak, jak i natura stworzyła.

Wogezy

Jak na włóczykijów przystało i ludzi z gór, wraz ze znajomymi wybraliśmy się do konkurencyjnego pasma górskiego po drugiej stronie dolny Renu - w Wogezy. Choć trochę niższe, ale jeszcze bardziej zalesione. W przeciwieństwie do Schwarzwaldu nie były tak bardzo karczowane w dawnych czasach, więc możemy tutaj poczuć moc i ogrom bezkresnego lasu liściastego w tej części Europy. Wogezy w większości znajdują się na terenie francuskiej Alzacji, ale niewielka część jest także na terenie Lasu Palatynackiego. Z Karlsruhe najbliżej jest w Wogezy Północne i właśnie tam się udaliśmy.

A oto Fleckenstein na skale!

Fleckenstein. Loewenstein. Hohenbourg i Wegelnburg. Takie cztery zamki na skale można zeksplorować na pograniczu francusko-niemieckim. A jak nie jesteście podczas urlopu rannymi ptaszkami, to najlepiej przyjedźcie tam popołudniu i poczekajcie na spektakularny zachód słońca na tymi zielonymi górami.

Piękne odsłonięcia skał pstrego piaskowca, ah!

Miasteczka Palatynatu

Poniedziałek? Wszyscy do pracy, a ty masz wolne? A jeszcze, jak gospodarze mają kolekcję rowerów to warto pożyczyć jeden i udać się na lewą stronę brzegu Renu, i ruszyć na zwiedzanie niewielkich miasteczek i wsi w Lesie Palatynackim. Maximiliansau, Hagenbach czy Buechelberg. Ale tych cichych i sielankowych miejsc jest więcej. Nas może ograniczać tylko kondycja fizyczna i długość dnia.

Przed Państwem płynie sobie Ren...
...a po drugiej stronie Maximiliansau
i Hagenbach
i droga do Büchelburga

Karlsruhe

Nie nazwałbym tego miasta idealnym celem na modny, weekendowy city-break, bo najważniejsze miejsca możemy zwiedzić piechotą w dwie godziny i wszystko odhaczone. Miasto jest unikalne ze względu na układ urbanistyczny. W centrum znajduje się zamek od którego promieniście rozchodzą się ulice i ścieżki. Dookoła zamku wiodą ulice poprowadzone na planie koła (obecnie pełnią trochę funkcję obwodnic). Połowę centrum miasta stanowi ogromny las, który ciągnie się na kilkanaście kilometrów i jest celem wycieczek mieszkańców. Rowerzyści, biegacze, studenci miejscowego KIT (Karlsruhe Institut fur Technologie) - najstarszej i najlepszej uczelni o profilu technicznym w kraju.

Las obejmujący całą północną część miasta
Zamek w centrum układu urbanistycznego
Kilka uroczych zaułków, których aż tak wiele ich tam nie ma

Karlsruhe to już wspomniani wyżej rowerzyści. Z obrzeży miasta do centrum dojedziemy ze spokojem. Tras i ścieżek rowerowych jest do wyboru, do koloru. Wzdłuż każdej większej arterii drogowej prowadzi także pas dla jednośladów. Natomiast zaś widok pasa do lewoskrętu dla rowerzystów był dla mnie chyba najlepszym dowodem na to, jak bardzo postawiono w mieście na ten środek transportu.

Epilog

Wycieczka do Karlsruhe odbyła się na przełomie marca i kwietnia. Kwitnąca przyroda. Ciepła, słoneczne pogoda. Jak na specjalne zamówienie. Wyjazd okazał się najlepszym buforem pomiędzy starą pracą a nową pracą. Jak również gładkim przejściem z mieszkania w Beskidzie do mieszkania na obrzeżach Krakowa. Sądecki Włóczykij nie zmienia oczywiście nazwy i kierunków wyjazdów (nawet rok w Estonii tego spowodował), oj nie!

Warto czasem zrobić wyjątek od reguły i zmienić trasę wyjazdu. Odwiedzić znajomych z drugiej strony Europy. Przypomnieć sobie zapomniany (choć nie tak do końca) język obcy wyuczony ze szkoły. Zmienić perspektywę i spojrzeć z dystansu na to wszystko.

Zachód słońca nad miastem z wieży w Durlach
Mapka orientacyjna. Od lewej: zamki w Wogezach, miasteczka Palatynatu, Karlsruhe, Bad Wildbad.

Komentarze