Spacer po albańskiej stolicy - Tiranie

Plac Skanderbega. Włoska architektura. Meczet. Pomnik Skanderbega. Wieżowiec. Misz-masz.
Nie jest wcale takie małe to miasto. Nie wiadomo ilu ma mieszkańców, ponieważ każde statystyki twierdzą co innego. Dla świętego spokoju przyjąłem, że pół miliona brzmi najrozsądniej, a w aglomeracji milion. Tylko miasto ma powierzchnię Nowego Sącza. Ścisk. Klaustrofobiczność. Tłum ludzi. Tłum samochodów. Wszystko na sobie nawzajem. Mieszanka totalna. Głowa boli, kiedy próbuję sobie usystematyzować tą stolicę. Nie warto. Chaos to drugie imię Tirany. 


Lśniąca Tirana
Wszystko tutaj się buduje na potęgę. W ciągu miesiąca sam zauważyłem zmiany nawet. Albańczycy megalomanię mają we krwi. W swojej stolicy lubią mieć wszystko duże. Nieustannie powstają kolejne wysokościowce w całości przeszklone. Nieważne, że obok znajduje się zabytkowy meczet. Ma być dużo. Ma być wiele. Ma być. I faktycznie. Spacerując niektórymi ulicami można mieć wrażenie, że jest się w jakiejś Ameryce, a nie w Albanii. 

Chociażby Plac Matki Teresy olśniewa w dzień i nocą, chociaż nie z powodu nowoczesnej architektury. Plac ten jest ciekawy, ponieważ to jedno z niewielu miejsc, gdzie czuć przestrzeń. Bo w Tiranie jest przytulnie. Niestety. Mieszkańcy, żeby chwilowo odpocząć od tej ciasnoty na weekend uwielbiają wyjeżdżać poza miasto. Niedzielne popołudnie jest najlepszym momentem tygodnia. Całe pracownicze mięso tłoczy się po kurortach, plażach poza stolicą. Wtedy najczęściej wychodziłem spokojnie na miasto, aby w końcu odetchnąć.
Ponoć tutaj są najdroższe apartamenty w Albanii:-)
Tirana jest zbyt mała i musi się rozbudowywać w górę.
Widok ze Sky Tower. Siedziałem w obrotowej kawiarni. Widoki same się zmieniały przed oczami.
Nie takie najnowsze wieżowce, ale też z urokiem.
Górska Tirana
My jeździmy do Zakopanego, by zobaczyć góry. Oni mogą sobie spojrzeć na niespełna dwutysięczniki spacerując głównymi bulwarami. Sama Tirana jest już położona dość wysoko, a dodatkowo otoczona przez masyw Góry Dajtit oraz pomniejsze. Przedmieścia Tirany są położone już na przedgórzach. Z centrum miasta wszystkie drogi prowadzą pod górę. Albańczycy kochają góry, choć nie pałają taką pasją do górskich wędrówek. Jednak ich niemająca końca duma nieustannie przypomina o tym w jak pięknym kawałku świata żyją.

Uliczna Tirana
Nie ma co słodzić. Napiszę fakty. W Tiranie nigdy nie wsiadłbym za kierownicę. Na ulicach dzieją się cuda. Znaki drogowe nie mają zastosowania. Nikt nie stosuje się do żadnych zasad. Każdy samochód walczy o miejsce na skrawku asfaltu. Żeby kierowcom nie było zbyt przyjemnie to w każdym momencie może na jezdnię wejść pieszy. Nikt nie przechodzi przez oznakowane przejścia (na pewno nie na zielonym świetle!). Jednym zdaniem - każdy robi co chce. I chyba to jest nawet dozwolone. Wielokrotnie przechodziłem przez ulice gdzie popadnie na oczach policji drogowej, która udawała, że kontroluje ruch uliczny na skrzyżowaniach.
Tirana przeszła mały make-up i zdecydowanie odbiega od innych postkomunistycznych stolic. Jest kolorowa!
Widoki z Ogrodu Botanicznego. Tak. To jest ogród botaniczny;-)
Teraz bardziej przypomina i ogród, i botaniczny.
W wolnej chwili można wyskoczyć nad jezioro. 10 minut piechotą od centrum.
Zabytkowa Tirana
Kilka interesujących miejsc i wartych obejrzenia można znaleźć w mieście. Funkcję "rynku" pełni Plac Skanderbega (od imienia albańskiego bohatera, taki średniowieczny odpowiednik Piłsudskiego) przy którym znajduje się stary meczet z XVIII wieku, który jest jedną z wielu świątyń w kraju, która przetrwała czasy "narodowego ateizmu" z lat komunistycznych. Warte krótkiej wizyty jest Narodowe Muzeum. Łatwo poznać, gdzie się znajduje po ciekawej mozaice na elewacji. Wewnątrz jest dość chaotyczna wystawa historyczna od czasów starożytnych do upadku komunizmu. Warto zapoznać się chociażby z albańskim spojrzeniem na sprawę Kosowa. Z Placu wiedzie główny bulwar w stronę wspomnianego już placu Matki Teresy. Jest to najbardziej reprezentatywna arteria w mieście. Szeroką aleję otaczają budynki w stylu włoskim, wysokie wieżowce, "słynna" piramida-mauzoleum byłego dyktatora Envera Hodży (która dzisiaj pełni funkcje skateparku, a w środku odbywają się sporadyczne koncerty i festiwale kulturalne). Niemniej ciekawą dzielnicą jest tzw. Blloku. Jest dawny kwartał ulic, w którym obmurowali się komunistyczni dygnitarze i odizolowali od reszty społeczeństwa. Dzisiaj oczywiście dzielnica jest otwarta dla każdego. Bloki, wieżowce, ale przede wszystkim życie nocne! Bary, restauracje. Zresztą tutaj jest żywo o każdej porze dnia i nocy. Tutaj panoszy się ta cała "tiranka" - zubierani dziwnie ludzie, którzy myślą, że są modni. Blloku to ideale miejsce na dobry obiad. Zdecydowanie polecam każdą knajpkę.
Piramida i niedoszłe mauzoleum Envera Hodży.
Wnętrze zabytkowego meczetu przy Placu Skanderbega.
Włoskiej architektury jeszcze troszkę.
Blloku. Rezydencja Envera Hodży. Dzisiaj jest tutaj szkoła języków obcych;-)
Plac Skanderbega z innej strony.
Plac Matki Teresy. Budynek Uniwersytetu Tirańskiego.
Plac Matki Teresy. Politechnika.
Pałac Prezydencki. Trochę krzywy i niewyraźny. Z wrażenia ręka się trzęsła;-)
Pomnik Bunkra. Owszem widziałem ich sporo. Są wszędzie.
Plac Skanderbega. Muzeum Narodowe i piękna mozaika pokazująca apoteozę walczących kobiet.
Pedonalle, czyli deptak. Wieczorami bywa całkiem spokojny. W przeciwieństwie do Blloku.
Rruga Petro Nini Luarasi
Nie wspomniałbym o tej ulicy pewno, gdybym na niej nie mieszkał. Po prostu, ot, na niej znajdował się mój hotelik, w którym byłem przez miesiąc zameldowany. Warta jest wspomnienia ta boczna uliczka, ponieważ na niej najlepiej można obserwować typowy dzień pracy i życia w Tiranie. Sklepy, sklepiki, zakłady bukmacherskie, warzywniaki, chodnikowa sprzedaż zieleniny, bary, knajpy, sklepy z niemiecką chemią, ciucholandy i mnóstwo ludzi. Proza miasta. Za dnia wszyscy gdzieś się spieszą, biegną, pracują. Wieczorem po 20, kiedy zaczynają się zazwyczaj mecze, to słuchać tylko okrzyki setek mężczyzn śledzących losy włoskiej ligi piłki nożnej (bo albańska liga taka jak polska). Wieczorami nie ma żadnej kobiety na ulicy. Prawdopodobnie zajmują się domem, a płeć brzydka prowadzi wieczorne spędy towarzyskie. Mnie się podoba. I te dziwne spojrzenia na mnie na ulicy, gdy wychodziłem ze sklepu z siatkami pełnymi zakupów. Bo jak facet może chodzić na zakupy? 
Widok z rana z pokoju hotelowego.
Bloki, wieżowce, bloki, wieżowce. Cała Tirana.
Mówiłem. Hotelik:-)
Czy warto jechać do Tirany? Co o niej myślę?
Porównałem swoje wrażenia o mieście z wpisami na różnych blogach podróżniczych. Zdecydowanie dwie różne opinie, kiedy ktoś był tylko przejazdem, a kiedy ktoś był dłużej niż jeden dzień. Polecam Tiranę. Zalecam jako tabletkę na wieczny stres, jeśli kogoś męczy. Bo tutaj nie można walczyć z systemem "zasad życia". Nie ma sensu frustracja chaosem na ulicach. Nie ma sensu rozmyślanie dlaczego nadal używa się dwóch sposobów przeliczania albańskiej waluty (tzw. "old lek" i "new lek"). Nie ma co się martwić żebrzącymi cyganami, bo po jakimś czasie przestają człowieka męczyć. W Tiranie trzeba wyluzować ze samym sobą. 

To jest charakterystyczna stolica europejska. Tutaj walczy o miejsce świat "zachodni" i "albański". Wielki Mercedes, a obok bezdomny pies plątający się po ulicy. Monumentalny wieżowiec, a przecznicę dalej śmieci sypią się po ulicy. Dla mnie Tirana już jest skreślona. Będzie z każdym dniem coraz bardziej zmielona zachodnią papką. Ale chyba tak już musi. Sami mieszkańcy pukają, stukają do bram Unii Europejskiej i usilnie pragną żyć jak my. Chociaż mają też świadomość, że tą drogą zatracą swoją kulturę. I w takiej schizofrenii się obracałem nieustannie. Tirana jest takim rozpędzonym samochodem gdzieś na rozdrożu. Czy zdąży się zastanowić nad tym, gdzie dobrze skręcić?

Komentarze

  1. Fascynują mnie takie połączenia dwóch światów - bogactwa i biedy, Wschodu i Zachodu, przyszłości z przeszłością. Będzie trzeba się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie się wybierz. Jednak na kilkudniowy stabilniejszy pobyt, a nie szaloną objazdówkę. Wtedy się najlepiej pozna tkankę miasta i kraju.

      Usuń
  2. Ładnie położona stolica.
    A to dążenie, żeby dużo, wysoko i od razu to chyba cecha charakterystyczna tych wszystkich, którzy NAGLE mogą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie?
      Wspaniale, cudownie, genialnie, monumentalnie... (miliony epitetów)
      :-)

      Usuń
  3. Obrotowa kawiarnia :) brzmi swietnie! Takie zderzenie 2 swiatow widzialam w Indiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko trzeba pić kawę przez godzinę, bo w tyle robi pełny obrót :)

      Usuń
  4. Za każdym razem, gdy ktoś jedzie do Tirany, przekonuję się o tym, jaki "popis umiejętności" dali tamtejsi architekci. Przecież to się w głowie nie mieści :) Chyba dla tego chaosu warto tam pojechać, bo przecież w Europie wszystko w większości jest uporządkowane. Jak widać, nie trzeba jeździć do Azji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśl urbanistyczna polega na prostej zasadzie: "buduj gdzie popadnie". Chociaż dzielnica postkomunistyczna i główny bulwar w stylu włoskim robią pozytywne wrażenie:-)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilkanaście dni temu wróciłem z podróży po Bałkanach. Byłem też w Albanii, ale nie w stolicy, a w mieście Shkoder/ Szkoder. Shkoder też do małych miast nie należy. Przyznam, że byłem pod dużym wrażeniem, bo po prostu mi się to miejsce spodobało. Zgadzam się również z tym, że w ogóle chyba w całej Albanii trzeba wyluzować z samym sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat czasu nie starczyło na Szkodrę ;) Z relacji dowiedziałem się, że miasto ładne i zadbane, co w sumie już w Albanii staje się normą :)

      Usuń

Prześlij komentarz