Estonia to taka Polska, tylko mniejsza, czyli o drugiej stronie medalu

Typowy estoński krajobraz
Wtorek rano. Udaję się na zakupy do Maximy. Specjalnie wstaję po to dużo wcześniej, aby zdążyć w walce o najtańsze produkty. Moimi konkurentami są dziesiątki estońskich emerytów, którzy też wybierają tylko to, co znajduje się aktualnie na promocji. Niestety tego dnia przegrałem walkę. O 10 były już puste półki z nabiałem, jajkami i chlebem. Wieczorami po pracy nawet nie próbowałem się wybierać, bo jedyne co jest kupowane po godzinie 20 to alkohol i to w niemałych ilościach.

Jaka jest Estonia? Jak porównasz Polskę do Estonii? Gdzie jest lepiej?

Często moi rozmówcy stawiają mnie w tej niezręcznej sytuacji, gdy mam osądzić, który kraj jest lepszy. W przypadku Estonii nie ma jednoznacznej odpowiedzi. 

W sklepach i na ulicy

Poziom cen w sklepach jest wysoki dla estońskich emerytów. Codziennym widokiem są wyczyszczone do zera półki z produktami, które znajdują się na promocji. Wieczorami każdy mieszkaniec, schorowany czy zdrowy, schyla się do najniższej półki w dziale alkoholowym, aby zabrać najtańszą, obrzydliwą w smaku wódkę, która kosztuje "jedyne" 27 złotych. 

I właśnie o alkoholu, i jego spożywaniu mowa. W Polsce budzi miejscami obrzydzenie, gdy ktoś publicznie spożywa piwo lub mocniejsze trunki na głównej ulicy. Takie osoby kojarzą się jednoznacznie i pejoratywnie. W Estonii natomiast każdy przejdzie obojętnie obok pijaczka. Godzina 12? Po prostu ktoś zaczyna imprezę.

Pozytywnie i negatywnie

Estonia z dniem 1 lipca objęła prezydencję w Unii Europejskiej. Władze Estonii postawiły na dwa elementy podczas swoich "5 minut" na arenie międzynarodowej. Będą promować kraj w Europie (w końcu wielu Estonia bardziej kojarzy się nadal ze Związkiem Radzieckim, mniejszością rosyjską i tym, że poza Tallinnem nie ma tu nic ciekawego) oraz propagować cyfryzację biurokracji, chwaląc się osiągnięciami na krajowym polu. No właśnie! Tylko w Estonii każdy mieszkaniec załatwi do 2000 spraw administracyjno-biurowych przez Internet. Dowody osobiste wyposażone są w chipy, które poprzez specjalne urządzenia można podłączyć do komputera. Każdy obywatel ma swoje "państwowe konto" na "państwowej stronie internetowej", gdzie może dokonać wielu formalności. Tutaj nie istnieją kolejki w urzędach. 

W tym samym kraju również panuje jeden z największych współczynników nosicieli wirusa HIV w Europie. Z roku na rok on powoli rośnie. Nie jest to spowodowane tym, że Estończycy lubią przygodny seks, ale przez wysoki poziom narkomanii. Zresztą zachorowania w zdecydowanej większości dotyczą mniejszości rosyjskojęzycznej zamieszkałej w Tallinnie i w północno-wschodnim regionie Idu-Virumaa. Do niedawna w Narvie, mieście położonym na granicy z Rosją i zamieszkałym w ponad 90% przez ludność rosyjskojęzyczną, można było spotkać znaki ostrzegawcze przed tym, aby nie ćpać w miejscu publicznym. Zresztą właśnie w tym mieście 1 na 1000 mieszkańców jest nosicielem HIV. Jak to porównać? To tak jakby w Warszawie było ponad 1700 nosicieli, co już stanowi liczbę większą od bezwzględnej ilości nosicieli w całej Polsce. Wirus HIV jest olbrzymim problemem nie tylko w Estonii, ale również w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Zatem kiedy słyszę te słowa zachwytu nad "skandynawskością" Estonii to zaczynam mieć małe wątpliwości.

Estonia bywa nazywana ostatnio "najlepszym uczniem Unii Europejskiej". W 2015 roku uchwalono ustawę o związkach partnerskich. Dzisiaj mogą ze sobą się wiązać na stałe także osoby tej samej płci. Spotkałem kiedyś osobę z estońskiego środowiska LGBT, która na ten temat powiedziała wiele interesujących rzeczy: "Działaliśmy z naszą organizacją 10 lat, aby przeforsować do parlamentu ustawę o związkach partnerskich. W sumie razem ze mną było nas kilka osób działających w tej sprawie. Udało się. Społeczeństwo estońskie jest młode i bardzo małe, więc łatwo nim sterować i uczyć w którą stronę ma podążać. Cieszę się, że teraz z moją partnerką możemy czuć się prawie jak małżeństwo i wychowywać wspólnie dwójkę dzieci." Jak się dalej okazało, aby pary w związkach partnerskich mogły dziedziczyć po sobie majątki, wspólnie wychowywać dzieci w świetle prawa, należy jeszcze zmienić kilkanaście zapisów w innych ustawach. Nie uczyniono tego jeszcze od 2 lat. W jednym z wywiadów z posłem estońskiego parlamentu padły słowa: "Narazie mamy ważniejsze problemy, niż zmienianie kilkunastu ustaw pod pełną legalność związków partnerskich". 

"No ale drogi to mamy niezłe" - tak to prawda. Estońskie drogi są płaskie, szerokie i proste jak strzała. Spolegliwość Estończyków jednak nie pozwala im na rozwijanie szalonych prędkości, więc zazwyczaj nie uświadczymy tu pędzących kierowców powyżej dozwolonych 90 km/h. 

- Bo nam, Rosjanom w Estonii, cała opinia publiczna z Rosji i innych krajów wmawia, jak nam tutaj źle i jak jesteśmy dyskryminowani. A to nieprawda. Nam tutaj się żyje całkiem nieźle - opowiada kierowca złapany przeze mnie na autostopie - W Rosji teraz rubel spadł, kiepsko się zarabia, trzeba wizę, by wjechać do Europy. A tutaj w Narvie jest nam dobrze. Możemy mówić po rosyjsku. Estoński wiadomo trzeba znać, ale ja umiem tyle, aby przeżyć i dostać obywatelstwo estońskie. Dzięki temu mogę swobodnie jeździć do pracy w strefie Schengen. Teraz właśnie podwożę cię do Tallinna, by potem wjechać na prom do Helsinek. Tam pracuję, a weekendami wracam do rodziny w Narvie. W Finlandii się dobrze zarabia, a w Helsinkach jest ruskich coraz więcej, więc nie czuję się samotny. (To prawda. Coraz więcej Rosjan emigruje zarobkowo do Finlandii i stanowią oni po fińskich Szwedach największą mniejszość w kraju.)

Dom ledwo stoi, ale telewizja satelitarna jest!

Co mówią obcokrajowcy?

Estonia zmaga się również z innymi problemami. Chociażby ze stereotypami o niej samej, które panują wśród obcokrajowców tutaj przyjeżdżających lub mieszkających na stałe. Obracając się dość często w gronie wolontariuszy EVS usłyszałem wiele opinii z ust ludzi wykształconych lub wybierających się właśnie na uniwersytet. 
- Byłeś w Narvie?
- Tak, tak. Ale to już nie Estonia, to Rosja.
- Dokładnie, sami Rosjanie, masakra.
A gdyby ktoś tak powiedział o naszej Opolszczyźnie, że to Niemcy? Albo o Hajnówce na Podlasiu, że to już Białoruś?
- Jak się czujesz po roku wolontariatu w Estonii? Masz jakiś estońskich przyjaciół?
- Nie mam, bo Estończycy są tacy chłodni i zamknięci. Nie ma szans się z nimi zaprzyjaźnić.
- Ale próbowałeś zagadać? Wybrać się gdzieś z nimi wspólnie? 
- No własnie nie, bo są tacy zamknięci i chłodni.
Takie bywają bardzo często rozmowy między mieszkańcami Europy Zachodniej na temat Estończyków.
- Mieszkam w Tallinnie. Dobrze mi tutaj. Sporo Rosjan, mogę rozmawiać w swoim ojczystym języku, poznać wielu ludzi. Bo przecież z Rosjanami łatwo się zaprzyjaźnić. A z Estończykami to niemal niemożliwe. Bardzo dziwni ludzie.
- Ale w moim Viljandi udało mi się poznać wielu lokalnych, mieć jakiś znajomych, wychodzę na ulicę i zawsze kogoś spotkam. Trzeba cierpliwości tylko.
- Ale w twoim Viljandi w ogóle nic się nie dzieje. Ja bym tam dłużej nie wytrzymała. Najwyżej kilka dni na urlopie i tyle.

Miałem okazję być na małej konferencji w Tallinnie zorganizowanej dla obcokrajowców, która dotyczyła asymilacji i aklimatyzacji w Estonii. Każdy obecny mógł się wypowiedzieć, co myśli i jak się czuje w tym kraju. Padały rozmaite słowa. Że trudno, że łatwo, że kocham ten kraj, że najtrudniejsze doświadczenie w życiu. Ile ludzi, tyle było opinii. Wiele negatywnych opinii (lub raczej gorzkich żali) pochodziło od osób pochodzących z Europy Zachodniej. Największy szok kulturowy opisywały osoby z Ameryki Środkowej i Południowej. Mnie to nie zaskakuje. Ale dopóki będziemy patrzeć na jakiś kraj przez pryzmat swojego, to nigdy się nie zrozumiemy nawzajem. Nam, Polakom, będzie łatwiej przyzwyczaić się do estońskiego, postsowieckiego krajobrazu, ale to Łotyszom czy Litwinom, będzie najłatwiej zrozumieć historię i mentalność narodową. Finom będzie najłatwiej dogadać się z Estończykami. A Rosjanie zawsze będą pytać o Estonię w swoisty dla siebie sposób: "No to co tam słychać U NAS w Europie?"

Epilog z Estończykami w roli głównej

- W Estonii oficjalna średnia pensja na rękę to 900 euro (czyli jakieś 3600 zł), ale wiesz jak to jest z tymi średnimi. Wystarczy kilku milionerów i już zawyżają średnią. Jak ktoś zarabia 700-800 euro to jest naprawdę nieźle. Ale w takim miasteczku jak Viljandi to 600 euro jest normą. - usłyszałem od znajomej Merit - A sam widziałeś ceny w sklepach. Ciężko tu żyć nie licząc się z każdym centem.
- Kiedy pracowałem w Australii na budowie to zarabiałem krocie porównując do tutejszych warunków. Mogłem odłożyć wiele dolarów, ale w sumie nie chciałem. Wolałem tam się wybawić i wyszaleć - stwierdza Ako.
- Ja też pracowałam w Australii, podobnie jak kilkunastu moich znajomych. My robiliśmy w winnicy. Zaoszczędziłam kilka tysięcy. Mogłam tam zostać w sumie dłużej. Miałam wydaną wizę pracowniczą na drugi rok, ale chciałam już wracać - dopowiada Merit.
- Ja też nie mogłem tam już dłużej tak żyć, daleko od kraju - wtrącił Ako - To po co my wróciliśmy Merit do tej Estonii? Skoro tam lepiej zarabialiśmy, byliśmy w wielkim, bogatym kraju, a teraz znowu żyjemy od pensji do pensji.
- Bo chyba jesteśmy Estończykami i zawsze będziemy tęsknić za ojczyzną.
- Bo kochamy nasz kraj i tutaj wbrew przeciwnościom nam najlepiej.
Po tej wymianie słów zrobiło się niezręcznie, nieco wzruszająco, szczerze i otwarcie. Po chwili, aby zabić ciszę, wypiliśmy kolejny kieliszek dobrego wina.


Komentarze

  1. ta rosyjskość Narwy akurat moim zdaniem jest dość prawdziwa - i nie chodzi mi nawet o to, że 95% ludzi to Rosjanie (i mówi się po rosyjsku) - ale sama Narwa jest dużo bardziej rosyjska, niż np. Tallinn... a co do poradzieckości, to ja ją chyba bardziej wyczuwałem na Łotwie, w Estonii nie jest taka "wprost".

    PS. odnośnie Rosji i Estonii: właśnie z Estonii można na chwilę wjechać do Rosji, bez wizy ;) (w Saatse Saabas)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narva jednak leży nadal w Estonii i historycznie przez wiele lat była "estońska". A dzisiejsza struktura ludnościowa tego regionu wynika z XX-wiecznych zawirowań historii. Poczekajmy jak przyjedzie do Polski jeszcze kilka milionów Ukraińców czy Białorusinów, niech ulokują się w jednym województwie i niech zaczną stanowić większość ludności. Czy wtedy ten region ośmielimy się nazwać "Ukrainą" czy "Białorusią"? Najlepiej podstawić sobie takie sytuacje do polskich realiów i jak my byśmy pewne sprawy nazwali ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe porównania! W Australii kierowcy również mocno przestrzegają prędkości na drodze, w innym wypadku do domu przychodzi bardzo kosztowna pocztówka. Najbardziej zaciekawiło mnie polowanie na promocje w sklepach. Ojj, emerytów zawsze ciężko przechytrzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy w interiorze australijskim też tak mocno sprawdzaja prędkość, czy to tylko dotyczy miast i obszarów bardziej zurbanizowanych? :)

      Usuń
  3. Dzięki Kuba o kolejne ciekawe spojrzenie na Estonię. Mam nadzieję, że nie ostatni wpis.

    W zeszłym roku spotkałem w Afganistanie wyprawę wysokogórską z Łotwy i Estonii. Rewelacyjni ludzie i nadal jesteśmy w kontakcie.

    Przypomniało mi się, kiedy podczas studiów czatowaliśmy w każdy poniedziałek na tanie stuffy z przeceny. (-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może jeszcze napiszę coś poważniejszego o Estonii, ale na pewno na żywo potrafiłbym opowiedzieć jeszcze więcej! Mam nadzieję, że tak się stanie kiedyś;-)

      Cieszę się, że miałem dobre spotkanie z łotewsko-estońską ekipą. Te narody chyba mają wędrowanie we krwi, a brak gór zmusza ich do dalekich podróży. Nawet do Afganistanu :)

      Usuń
  4. Ciekawe porównanie i podsumowanie! Nigdy nie zastanawiałam sie5 nad tym, jacy są Estonczycy, myślałam po prostu, że tacy jak my... zastanawiam się, skąd się bierze tak ogromny problem narkomanii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Estończycy są jak Finowie. W wielu prostych gestach, zachowaniach, przyzwyczajeniach.

      Narkomania wzięła się u młodego pokolenia Rosjan, które jest trochę w rozdarciu pomiędzy rosyjskimi rodzicami, którzy przekazują ojczysty język i mentalność, a estońskim systemem edukacji, który przystosowuje do życia w kraju o zgoła odmiennych zwyczajach, tradycji, języku. Do tego dochodzi wykluczenie społeczne i problemy ze znalezieniem pracy (często sam rosyjski nie wystarcza, trzeba znać biegle estoński!).

      Usuń
  5. Szczerze mówiąc muszę przyznać, że względem Estonii nie mam i nie miałam żadnych złych czy dobrych skojarzeń. Oprócz jednego. Wymieniania jednym tchem trzech krajów, czyli Litwy, Łotwy i Estonii. Chyba po prostu w moim mniemaniu ten kraj jest na swój sposób neutralny i jak dla mnie mniej podlegający stereotypom, niż inne kraje europejskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie to próbuję przekazywać przez bloga, że Estonia to jest kolejna składowa grupki państw bałtyckich. To kraj, który z osobna zasługuje na uwagę :) Zresztą podobnie jak Łotwa, czy Litwa. Każdy z tych krajów jest inny. Różne języki, religie, mentalności, zabytki i atrakcje...

      Usuń
    2. Nawiążę do cyfryzacji tych rejonów, bo to rzecz, która chyba najmocniej mnie zaskakuje. Gdzieś w oparciu o stereotyp, byłam przekonana, że Litwa, Łotwa i Estonia są zacofane względem reszty świata. Ostatnio w rozmowie ze znajomym Litwinem dowiedziałam się, że Litwa ma najszybsze łącza internetowe w Europie. Ty z kolei przestawiasz rozwój Estonii w zakresie cyfryzacji urzędów. Nieźle! Dobrze, że powstają takie teksty :D #tyledoodkrycia

      Usuń
    3. Pod względem innowacyjności i unowocześniania struktur administracyjnych, technologicznych i informatycznych to państwa bałtyckie wiodą prym! Mniejszym także zawsze łatwiej ;)

      Usuń
  6. Bardzo fajne są te Twoje opowieści o Estonii. Można się sporo dowiedzieć rzeczy, których nie da się wyczytać w przewodnikach, m. in. o tym, jak wygląda życie na co dzień. To takie prawdziwe podróżowanie, a nie wypady w stylu Europa Wschodnia w tydzień. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne słowa ;) po roku w Estonii zmieniło mi się podejście do podróży. Wolę gdzieś posiedzieć dłużej, stacjonarnie, powoli, by poczuć duch miejsca, niż przepędzić pół kontynentu w tydzień

      Usuń

Prześlij komentarz