Słoweńskie wakacje - cz.3 Ljubljana

Nadszedł czas na stolicę. Choć wielkości Radomia i Kielc, to znacznie większa w odbiorze. Mimo, że Stare Miasto można przejść w 15 minut z jednego krańca na drugi, to momentów do zatrzymania się i podziwiania jest mnóstwo. Mieszanka kultur, miasto na styku Europy Zachodniej i tej Bałkańskiej. 
Widok ze wzgórza zamkowego

Spacer rozpoczęty był od wzgórza zamkowego, z którego pierwszy raz mogliśmy podziwiać panoramę stolicy. Zapiera dech w piersiach, onieśmiela i zachwyca - mowa o widoku, jakich mało. Alpy jak na wyciągnięcie ręki, wielkie, monumentalne, a w słoneczny dzień dostrzegalna jest nawet na nich wieczna pokrywa śniegowa na najwyższych szczytach. Schodząc ze wzgórza zamkowego można dać się uwieść labiryntom cichych uliczek, które stromo opadają aż nad brzeg rzeki Ljubljanki, która przepływa przez samo centrum miasta. Mnogość mostów i niekończące się bulwary niczym jak z Wenecji. Architektura kamienic rodem z Wiednia. Klimat i afrykański żar z nieba. Parne powietrze wciskało się w płuca z całą siłą. Na staromiejskim bazarze dominował ten śmieszny słowiański język. Ni to podobny do polskiego, ni do rosyjskiego. Południowosłowiańska grupa językowa brzmi dla nas egzotycznie, chociaż w piśmie zdaje się całkiem zrozumiała. Słoweńskie targi choć z pewnym "ordnungiem" jednak dają odczuć atmosferę swojskiej tradycji handlu. 
Burek - bałkański przysmak, popularny od Słowenii po Bułgarię
Po kawie na Neboticzniku:-)
Nie tylko na samym wędrowaniu uliczkami można spędzić dzień w Ljubljanie. Neboticznik, jako jeden z najwyższych budynków w stolicy, funduje niesamowite doznania. Na najwyższy piętrze, wiele metrów nad ziemią znajduje się kawiarnia, w której można przysiąść i podziwiać widoki na góry. Łagodny powiew południowego wiatru przy jednoczesnym smakowaniu pysznej, mocnej (i taniej jak woda!) kawy zrelaksuje każdego.

A co się dzieje wieczorem? To zostanie jeszcze dla mnie zagadką. Za dnia odnaleźliśmy miejsce zwane Metelkova. Dziwny, ekscentryczny zaułek ulicy, w którym noce spędzają wszyscy, którzy chcą się dobrze zabawić niekoniecznie tylko przy muzyce i alkoholu. Miejsce, gdzie boi się zaglądać policja. Może to tylko mit i plotka. Jak się nadarzy okazja, to z chęcią bym to sprawdził. W świetle słońca wygląda to miejsce na opuszczone, zdewastowane i pełne dziwnych ornamentacji rodem z różnych bajek.
Metelkova
Ljulbljana kryje w sobie wiele miejsc, które są ciekawe, przytulne, nieznane przewodnikom turystycznym. Wystarczy skręcić w boczna uliczkę. Ale to zadania zostawiam na później. Na kiedyś. Słowenia mnie zachwyciła, chociaż myślałem, że jest przeciętna, zwykła i zbyt upodabniająca się do swoich sąsiadów Austrii i Włoch. Jednak czuć w tym kraju dalej ten duch gorącego południa Europy, tych szalonych i niepoukładanych Bałkanów. Niech każdy sprawdzi ten stan na własnej skórze. Ja to zrobiłem. Teraz pora na Ciebie!

Komentarze

  1. Burki są świetne - a Lublana (łatwiej się pisze polską nazwę :P) wygląda fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szacunku dla Słoweńców i słoweńskiego piszę oryginalną pisownią nazwę miasta:)

      Usuń
  2. oo, pięknie przedstawione oblicze słoweńskiej stolicy... :)
    żal mi że już po wizycie w Lublanie dowiedziałam się o istnieniu Metelkovej. Jest więc dobry pretekst, aby do tego urokliwego miejsca wrócić... ;)
    my będąc w marcu w Lublanie (a było tak: http://fotografia-prania.blogspot.com/2014/04/bogi-marcowy-czas-w-przeuroczym-miescie.html ;) ) poszłyśmy o krok dalej od burka - i zaeksperymentowałyśmy z Ćevapčići ... bardzo NIE polecam.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko dobre w tej kuchni, a burek to jak taki McDonald - na każdy kroku :) warto było :)
      A na Metelkovą to tylko koniecznie w nocy się wybrać - wtedy odżywa ponoć.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów