Czerwony Klasztor nad brzegiem rzeki.


Marcowa niedziela po całym tygodniu opadów i szarej aury. Myślałby kto, że w góry wybiorą się pielgrzymki klapkowych turystów, by zażyć słonecznej kąpieli po zimowej przerwie. Złudne było wrażenie, gdyż pomimo słońca na pienińskich szlakach było niewiele ludzkich twarzy. Jednak nie te oklepane Trzy Korony przyniosły ten symboliczny powiew wiosny, ale krótka chwila spędzona w słowackim Czerwonym Klasztorze.


Takie tam z Trzech Koron, no musiałem!
A w dole Czerwony Klasztor i Sromowce Niżne:-)
Na szczytach górskich panowała zima, śniegu po kolana, trochę niżej zaczynała się plucha i wędrówki szlakami były utrudnione. Moje, rzekomo, nieprzemakalne, cudowne buty przepuściły przez siebie hektolitry wody czyniąc moim stopom zimną kąpiel z topniejącego śniegu. Jednak w przełomie Dunajca był spokój. Po śniegu ani śladu. Wiosna mówiła wszystkim "cześć!" Przycupnęliśmy na chwilę w Czerwonym Klasztorze. Tamtego dnia chyba ta spiska wioska nie mogła podnieść się z zimowego letargu. Słychać było tylko szum Dunajca. O dwunastej godzinie wybiły kościelne dzwony na Anioł Pański. Na drewnianej ławce nad brzegiem rzeki była idealna miejscówka do podziwiania gór. Pora na szybki, kanapkowy obiad. Kaczki w pobliżu wychwyciły okazję do wyżerki, za każdym okruchem zbliżały się coraz bardziej, wnet by nas zadziobały. Cudownie się oglądało tą organiczną walkę samców i samic o każdy fragment pożywienia. Wiatr zaczął się niebezpiecznie wzmagać, a niebo pokryły cumulusy przysłaniając źródło ciepła. 
Wieś cicha i spokojna.
Czerwony Klasztor to niewielka miejscowość, która w lecie odżywa jako słowackie letnisko. Znana przede wszystkim z zabytkowego kompleksu klasztornego z XIV wieku, gdzie przez lata mieszkali kartuzi. Obecnie w miejscu znajduje się muzeum, które za niewielką opłatą można zwiedzić. W marcu miejsce jest jeszcze wyludnione, co dodatkowo daje odczuć każdemu ducha tego klasztoru. Kilkanaście minut spacerem od kompleksu znajduje się część uzdrowiskowa, zwana po polsku Śmierdzonką, a to pochodzi o zapachu wód mineralnych, jakich można skosztować. Jednak daleko rozmachem tych "kupeli" do Krynicy Zdroju, czy Szczawnicy. Dwa budynki zdrojowe na krzyż, niewielki park i miejsce do spacerów. Na podreperowanie zdrowia zarówno fizycznego, jak i duchowego, zdecydowanie polecam! Do Czerwonego Klasztoru najłatwiej dostać się ze Sromowiec Niżnych przekraczając tylko kładkę nad Dunajcem, ale same Sromowce są końcem polskiego świata, gdzie dojeżdża kilka busów dziennie, a w weekendy żaden. Piechotą jest około 10 kilometrów ze Szczawnicy wzdłuż przełomu Dunajca, albo podobną odległość z Krościenka żółtym szlakiem przez przełęcz Szopka i wąwóz Sopczański (można odbić na Trzy Korony przy okazji, co oczywiście ostatnio nie omieszkałem!). I na sam koniec, pamiętaj, Czytelniku - Czerwony Klasztor to już Słowacja, więc zabierz kilka euro na pyszne piwo:-) albo czekoladę!
Zapraszam za klasztorne mury.

Komentarze

  1. Zdjecie Czerwonego Klasztoru bardzo ladnie by sie prezentowalo w bieli i czerni, wtedy zupelnie przpominalby ten z filmu Ida. A swoja droga, piekna, klimatyczna wedrowka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś w tym miejscu, co przypomina klimat takich filmów:-)

      Usuń
    2. NIe pomyslalam o tym Danuta ale masz racje :D

      Usuń
    3. dobrze, że tylko takie filmy Wam się kojarzą z tym miejscem, a nie jakieś "50 mordek..." :D

      Usuń
  2. Piękne widoki, a jeszcze ten odczuwalny na zdjęciach spokój... Myślę, że w takim okresie w górach naprawdę można odpocząć od wszystkiego. A jeszcze ten wydający się tak puściutki klasztor, i pewnie słychać tam tylko szum wody... Niezwykłe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne ujęcia...jak ja dawno tam nie byłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zbieraj manatki i w drogę, na końcu świata to nie jest;-)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. jakieś 30km w linii prostej od Twojego "Niskiego", wiesz?;)

      Usuń
  5. na zdjęciach tej wiosny jakoś nie widać :), ale nie ma nic gorszego dla butów jak roztapiający się śnieg.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pustki... Ale to kwestia pogody pewnie. Jak tam byłem w czerwcu, na wycieczce rowerowej ze Szczawnicy, to były tłumy.
    https://www.youtube.com/watch?v=BWpwiEh6xy0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie zdziwiły pustki, przecież to był pierwszy słoneczny weekend wiosny.

      Usuń
  7. Ale sielanka! Cudne widoki, aż chce się znów wrócić na Słowację - byłam tam w lutym tego roku! W kwietniu wybieram się na południe Polski, więc pomyślę nad odwiedzeniem rownież i tego miejsca! :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów