Ruszaj w podróż i to biegiem!

Perły Małopolski - Pieniny, maj 2015.
Biegam od 5 lat. Dopiero albo już 5 lat. Zaczęło się niewinnie od krótkiego fragmentu po wałach nad Wisłą w Krakowie, a obecnie nie są mi obce trasy półmaratonowe po płaskim, jak i po górzystym terenie. Ale po co to wszystko? Czemu o tym piszę na blogu, rzekomo, podróżniczym?


Bieganie uzależnia. Daje porządny zastrzyk endorfin, poprawia samopoczucie (zwłaszcza po wkurzającym dniu na uczelni;)) i sprzyja lepszej kondycji ciała i ducha. Zaczęło się niewinnie od małego pomysłu, aby w końcu wystartować w jakimś łatwym biegu w Krakowie i spróbować swoich sił w rywalizacji z innymi. Bieg Trzech Kopców 2012. 2 miesiące przygotowań, szukanie w internetach porad co jeść, jaką technika biegać i cała reszta głupot. I ten stresik przed. Podekscytowanie. Generalnie cała gama emocji. Bieg i tak się łatwym nie okazał, bo podbiegi były ostrzejsze niż sie wydawało, na trasie błoto, deszcz i okropny jesienny ziąb, ale ta gigantyczna euforia na mecie, gdy setki obcych ci ludzi krzyczy, wiwatuje, bije brawo, a chwilę potem grupa znajomych robi niespodziankę (pomimo tego, że udział w biegu ukrywałem przed dosłownie całym światem!). Po Trzech Kopcach przyszła kolej na inne biegi. Potem zainspirowany jedną osobą zdecydowałem się na wyższy pułap - półmaraton. A potem Bieg na Turbacz zimą w lutym tego roku. I jeszcze Bieg Górski w Pieninach w dniu moich urodzin! 

Kiedy myślę o bieganiu, chciałbym poczuć się jak Ewa Chodakowska, czy jakiś inny trener personalny, który zachęci dziesiątki leniwych do ruszenia się wieczorem (lub o świcie) zamiast oglądania kolejnego odcinka zagranicznego serialu. Wstań i biegnij! Nie ważna jest Twoja kondycja na początku, możesz wytrzymać tylko 5 minut biegu, ale następnym razem będzie już lżej, a za dziesiątym to przebiegniesz tyle, że sam siebie zaskoczysz. To te małe sukcesy rodzą te duże. Budują wiarę w siebie samego, w swoje zdolności, w swoje ciało, w swój umysł. Bo w bieganiu siła charakteru to połowa sukcesu. Zwłaszcza podczas startu w biegu. Wtedy przez te kilka czy kilkanaście kilometrów walczysz ze swoim ciałem o dodatkowe pokłady energii, żeby dobiec, żeby jeszcze wyprzedzić tego faceta przed Tobą. Zresztą na co czekasz? Zapisz się już dzisiaj na jakiś bieg w swoim mieście lub najbliższej okolicy (na przykład TUTAJ)! Tak, za udział w biegach się płaci (im wcześniej tym taniej) i moim zdaniem, jest to świetna forma motywacyjna, aby nie zrezygnować w uczestnictwa później ("skoro zapłaciłem, to szkoda nie pobiec"). Poza tym niektóre zawody biegowe oferują atrakcyjne prezenty od sponsorów, piękne, ogromne medale, pamiątkowe koszulki z dobrych, przewiewnych materiałów. 

Wyobraź sobie teraz. Stoisz na linii startowej. Obok Ciebie setki ludzi, którzy za chwilę pobiegną w jedną stronę razem z Tobą. Niektórzy będą się uśmiechać, czasem zagadywać, dopingować, gdy będziesz zwalniał z braku sił. Naturalnie będą i tacy, co potrącą lub przewrócą, bo się spieszą i myślą, że biegną po złoto na Olimpiadzie. To jest sport. Na trasie spotkasz także przypadkowych kibiców. Najczęściej sa to mieszkańcy, którzy nie do końca ogarniają, co się dzieje pod ich oknami. Te uśmiechnięte babcie i dzieciaki, którzy wystawiają rękę, aby im przybić piątkę, bo myślą, że jesteś sobowtórem Usaina Bolta. Takie smaczki, proste rzeczy, a tak cieszą. W biegach górskich dodatkowo walczysz z podbiegami, a z góry zbiegasz z lekkością sarenki (lub z wymęczeniem jak u słonia). Kiedy pogoda dopisuje to w górach podziwasz ich piękno, a także walczysz z ich surowością. Tam nie ma uproś - jest błoto to biegniesz, jest pod górę to biegniesz, jest tłoczno to szukasz sobie miejsca i biegniesz, nie ma sił, ale biegniesz, bo stojąc i odpoczywając nikt Ci nie pomoże, a do mety także się nie przybliżasz. 

A kiedy już meta jest tuż tuż, to wtedy dzieją się cuda. Ciało juz odmawia posłuszeństwa, psychika marzy tylko o ciepłym posiłku, filozoficzne rozmyślania z trasy zupełnie spadają na dalszy plan. A tutaj na 100 metrów przed metą dostajesz ostatniego ładunku energii i wyprzedzasz przed metą 5 osób. Co po biegu? Radość, że się wygrało. Ze samym sobą, z trudnościami. Może i sukces każdego biegacza zależy w 100% od niego samego, ale ja dodatkowo wierzę, że musi tu być jakieś magiczne popchnięcie od Anioła Stróża zawsze na trasie. 

Nadal się zastanawiasz? Ruszaj w swoją podróż. I to biegiem!
Na samym końcu wpisu zamieściłem kilka linków do stron www biegów, w których brałem udział i mogę polecić z czystym sumieniem. Doskonała atmosfera, niedrogie opłaty wpisowe, atrakcyjne podarunki i urozmaicona trasa.
IceBug - z Turbacza pięknie wszystko widać!
Wybaczcie, że mojej twarzy jest tyle na zdjęciach, ale obsługa imprez robi foty ludziom, nie widokom:-P
Skawina 2014 - tak, śmiejcie się!
Trzy Kopce 2012, premiera:-) 
Bieg Skawiński - 10km: Skawina-Radziszów-Skawina
Bieg Trzech Kopców - 13km (górski): Kraków
Bieg IceBug WinterTrail - 21km (górski): Nowy Targ - Turbacz - Nowy Targ
Bieg "Perła Małopolski" Pieniński Park Narodowy - 5, 10 lub 21km: Małe Pieniny - Szczawnica
Półmaraton Wielicki - 21,2km: Wieliczka i okoliczne wioski.

Komentarze

  1. Moja koleżanka poważnie uzależniona wrzuciła właśnie zdjęcia z Chudego Wawrzyńca. Super widoki. Ja niestety biegać nie mogę, ale są inne sporty, w których można mieć satysfakcję z zaliczenia kolejnego etapu zmagania ze sobą :-) Gratuluję połączenia dwóch pasji :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uzależnienie od sportu jest piękne :) Ja na dłuższą metę nie mogę się do biegania przekonać. Może dlatego, że okolica, w której mieszkam nie oferuje atrakcyjnych tras biegowych, a bieganie między blokami mnie nie kręci. Zazdroszczę motywacji, pasji i życzę wytrwałości! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś na przykład, chociaż raz w tygodniu, przy ładnej pogodzie, wsiąść w autobus/komunikację i dojechać w miejsce w Twoim mieście, gdzie można biegać? I wtedy wybiegać się tak porządnie, za cały tydzień? :-) W Krakowie często się spotykam, że ludzie z blokowisk wsiadają w MPK i dojeżdżają do Błoni, wałów nadwiślańskich, czy Lasku Wolskiego, by pobiegać w pięknej scenerii:-)

      Usuń
  3. Miałam 2-letni okres namiętnego biegania, przebiegłam półmaraton, uwielbiałam to. No a potem urodziło się dziecko i bieganie się skończyło :( Cały czas próbuję się zebrać i znów zacząć. Może jutro spróbuje :) Twoj tekst mnie zmotywował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, próbuj. Niech dziecko patrzy, jak mam trzyma się w dobrej kondycji;-) Może potem przejmie nawyki;-)

      Usuń
  4. Matko, biegać organicznie wręcz nie cierpię, chociaż czasami z racji treningów szermierczych muszę - a i wtedy preferuję szybkie i dynamiczne przebieżki, niż dłuższe bieganie. I raczej nic nie przekona mnie, abym zmienił nastawienie. Wiec jak w podróż, to tylko wolnym krokiem i leniwym marszem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem wpadasz w skrajności - albo sprinterskie przebieżki, albo spokojny marsz :D
      Akurat w sprawie ruszenia się i wyjścia, aby badać świat na własnych nogach to nie muszę Ciebie zachęcać, wygrywasz w tym temacie:-)

      Usuń
    2. Żeby nie było - te przebieżki to tylko z obowiązku i aby uniknąć marudzenia trenera :)
      Ale właśnie sobie uświadomiłem, że czasami biegam sam z siebie - zawsze, kiedy wchodzę po schodach :).

      Usuń
    3. No i masz. A jednak znalazło się coś. Mnie w kondycji pomogło mieszkanie w Sączu na 4 piętrze bez windy - 73 schody każdego dnia po kilka razy:-)

      Usuń
  5. Tak mi się wydawało, jak Cię poznałem, że pewnie biegasz! Ja mam wrażenie, że w ogóle teraz biega cała Polska, wszyscy dosłownie. Ja nie biegam. Jednocześnie podziwiam tych, co biegają, bo to tak cholernie i strasznie męczące, a kolana siadają każdemu, kogo znam. Ja wybrałem kolarstwo, rower ogólnie, bo daje większe pole do popisu jeśli chodzi o połączenie zwiedzania i ruchu. Ale do sedna sprawy - gratuluję tych wszystkich biegów, pięknie jest mieć pasję i czerpać z niej radość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolana nie siadają, jak się biega z głową i nie szarżuje. Ja także kocham rower, choć przede wszystkim w celach transportowych po mieście lub krajoznawczych, gdy chcę oddychnąć od krakowskiego smogu:-)

      Usuń
    2. Nie zgodzę się z tym co piszesz, ja mam problemy z chrząstkami m.in. przez bieganie, biegałam z głową, tylko po lesie, w dobrych butach, ale wysokie osoby jak ja powinny unikać biegania, kolana mamy takie same jak niskie osoby, a przeciążenia podczas biegania dużo większe.

      Usuń
    3. Też jestem wysoki, pewno wyższy od Ciebie (192cm), a kolana mają się dobrze. U mnie na przykład kostka nawala, ale może jestem głupi i źle stawiam stopę. Widzę, że co ciało to inaczej reaguje na przeciążenia.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów