Slow life po estońsku


O dziesiątej rano przychodzi pani i otwiera punkt pralniczy nieopodal. W tym czasie z wieży kościelnej rozbrzmiewa znajoma melodia, zresztą jak co godzinę. Dwie przecznice dalej grupka dzieci wybiera się do szkoły znajdującej się w starej kamienicy. Z kawiarni na rogu ulic Tartu i Koidu roznosi się zapach świeżo prażonych ziaren kawy. Przez okno można podejrzeć, jak na zapleczu powstaje jedna z najlepszych kaw w Estonii. Przy słonecznej pogodzie para pijaczków opróżnia butelkę taniej wódki w parku miejskim, a na zamku mizia się para zakochanych. I tak prawie codziennie, prawie zawsze. Tak się żyje w Estonii.


Estonia to mały kraj i wszystko tutaj jest małe, znajome i niedalekie. Poza Tallinnem życie toczy się spokojnie i niepośpiesznie. Przed przyjazdem tutaj usłyszałem jeden stereotyp krążący o Estończykach w innych krajach dawnego Związku Radzieckiego: "Oni są powolni". I to jest najszczersza prawda. Nie jest to powolność w stylu śródziemnomorskiej sjesty. A więc...

Jacy są Estończycy?

Lekko rozlaźli, czasem ciamajdowaci, niespieszący się z pracą i umiejący odpoczywać, nawet kiedy pracują. Potrafią dyskutować nad jednym tematem wyjątkowo długo, by finalnie i tak nic nie ustalić, bo jeszcze jest czas. Szkoły cierpliwości zazna każdy czekający do kasy w supermarkecie. Nawet, gdy kolejka wydłuża się niemiłosiernie, to mało kto się odezwie by popędzić pracowniczkę. Każdy potulnie czeka. Choć minimalizm w emocjach, spokój, cisza i czasem niepokojący, trudny do rozczytania grymas na twarzy towarzyszy Estończykom na codzień, to nie można odmówić im uśmiechu. Speszona ekspedientka w kawiarni, kiedy mówię łamanych estońskim, z nieśmiałością uśmiecha się do mnie. Kiedy w punkcie pralniczym pojawiam się niemal ze szwajcarską dokładnością co do dnia i godziny, pani z radością w mowie wita mnie estońskim "Tere". Albo zaś, gdy na ulicy spotykam przypadkiem znajomych z pracy i już z daleka do mnie machają ręką i uśmiechają się. Historii można mnożyć. Być może taki urok życia na prowincji, ale Estończycy są na swój nieśmiały sposób pozytywni.

Ze znajomymi na wyjeździe

Jak się zaprzyjaźnić z Estończykiem?

Słowiańskie dusze zawsze znajdą jakiś sposób na znalezienie sobie najlepszego przyjaciela w jeden wieczór. Z Estończykami bywa inaczej. Nikt nie zaprosi na Facebooku do znajomych na drugi dzień po imprezie, mało kto poda rękę przy pierwszym spotkaniu, często minie kilka tygodni albo i miesięcy, żeby nawiązał się regularny kontakt. Jednak jest jeden sposób, aby zjednać sobie przyjaciół - wystarczy wypić z nimi co nieco i pójść do sauny na koniec. Po godzinach pracy, z dala od swojego codziennego środowiska Estończycy zamieniają się w "społeczne zwierzęta" i nagle okazuje się, że osoba, która wcześniej was mijała na ulicy bez słowa, teraz będzie najlepszym kolegą. 

Mieszkańcy Estonii narzekają. I to dość sporo. A to pogoda zła, a to politycy źli, a to pensje niskie (w porównaniu do cen to są niskie!), a to czasu na nic nie ma, a to zmęczenie, a to Estonia zła i niedobra. I z tych narzekań rośnie jakiś ogólnoestoński kompleks, że ten kraj jest nieciekawy, nudny i po co jakiś Polak do niego przyjechał na rok. Z perspektywy czasu, cieszę się z tego kompleksu, ponieważ powoduje on, że każdy jest tutaj dla obcokrajowców miły, ciepły i gościnny. Każdy chce wynagrodzić na wszelki możliwy sposób te niedogodności Estonii (a tak wiele ich tutaj nie ma w gruncie rzeczy, tylko mieszkańcy wyolbrzymiają problemy). Dzięki temu czuję się tutaj dobrze, czuję się gościnnie traktowany, czuję się częścią tej społeczności, czuję się potrzebny. 

Cichy las, najlepszy teren rekreacyjny dla Estończyków

Slow life w Viljandi

Na parterze willi, gdzie mieszkam, znajduje się kawiarnia prowadzona przez małżeństwo portugalsko-estońskie. W środku śpiewa z winyli Cesaria Evora, na ścianach stylowe obrazy, za oknem widok na kościół św. Jana. Dwie kobiety przyszły na lunch podawany o godzinie dwunastej. Przysiadły się przy oknie. 

Zamarznięte jezioro Viljandi. Dwóch amatorów sportów zimowych przypięło panczeny do nóg i wyruszyło na kontrolną rundkę dookoła. Za nimi podąża pies spragniony długodystansowych spacerów.

Słoneczne, sobotnie przedpołudnie. Zdaje się pół miasta wyruszyło na spacery z dziećmi, bieganie, na rower. Grupka dzieci na hulajnogach ćwiczy kolejne triki na miejskim skate-parku, które pokaże podczas najbliższego eventu w centrum młodzieżowym.


Komentarze

  1. Ojej, ale bym chciała do tej kawiarnii! Swoją drogą, jakie to zaskakujące, że niby slow life tak samo, a jednak zupełnie inaczej... A to, że ktoś nie poda ręki? Szok, w Hiszpanii znajomość rozpoczyna się od dwóch buziaków! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Estończycy nie obnoszą się w żaden sposób między sobą w miejscach publicznych. Nikt się nie przytula, nie całuje, nie obejmuje. Może z rzadka. Ciężko nawet poznać, czy dana para to małżeństwo, rodzeństwo, czy zwykli znajomi. Prywatne emocje zostawia się do domu. :)

      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Taki slow life widziałem w Czarnogórze ale oczywiście na model bałkański, prawdę mówiąć kusi mnie coraz bardziej aby zrobić sobie tor de pribałktyka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo. Spodobałoby Ci się w państwach bałtyckich:)

      Usuń
    2. Tym bardziej że na jesień startują tanie loty z Warszawy do Wilna :)

      Usuń
    3. Z Warszawy do Wilna są już autobusy za nawet 20 zł :) po co czekać? 8 godzin, spędzisz noc lub pół dnia na podróży w fajne strony!

      Usuń
  3. Czytam o tej swojskiej krainie i supłam myśl w głowie, staram się ją zmaterializmować w słowa i na to pojawia się kawiarnia estońsko-portugalska i mówi wszystko. Cesaria Evora rozbrzmiewająca w tej sielskiej rzeczywistości to dla mnie wystarczająca zachęta. Wiem z kim rozmawiać o Estonii. Mamy eksperta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie słowa. Niby zawsze chciałem być w czymś ekspertem i nadal nim nie jestem, znam mądrzejszych Polaków, którzy wiedzą więcej o Estonii, niż ja.

      Usuń
  4. Nieśmiała powolność! Tak sobie czytam o tym estońskim slow life i widzę sporo podobieństw z moim wyspiarskim życiem <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawdziwego slołlajfu to ja zaznałem w Chorwacji (na południu, północ jest nieco inna pod względem kulturowym). Choć z tego co piszesz, ten estoński może mu dorównywać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powolne życie w Estonii jest zawsze okraszone trochę chłodem tutejszych mieszkańców:-)) ale pewno ma sporo podobnego z chorwackim

      Usuń
  6. Fajnie napisane. Obrazki i impresje z miejsca, a nie tylko suche opisy atrakcji do zwiedzania. Można się wczuć w atmosferę. Aż mi się wydaje, że sama siedziałam w tej knajpie. A co do ludzi, to czasem tęsknię za tym wschodnioeuropejskim pozornym chłodem. Bo później się okazuje, że ten ktoś jest fantastyczną osobą. Mam wrażenie, że na zachodzie Europy jest na odwrót. Ludzie na dzień dobry cię wycałują, opowiedzą ci pół swojego życia, wypłaczą ci się w rękaw, a następnego dnia nie pamiętają, skąd cię znają. Ale to z mojej strony nie jest żadne narzekanie, tylko taka luźna obserwacja. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne obserwacje. Wschodnio-północnoeuropejski chłód, jak to opisujesz, potrafi być całkiem przyjemny wbrew pozorom :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów