Kowno na ciepło, poproszę!


Na kadrach filmu "Statyści" w reżyserii Michała Kwiecińskiego z 2006 roku Konin prezentuje się ślicznie i uroczo. Skąpane w słońcu średniej wielkości miasto w centralnej Polsce. Takie zwyczajne, z kamienicami, z pełnym współczesnym eklektyzmem w architekturze, z małymi sklepami i dużymi marketami, ze starym peronem kolejowym i zielonymi polami zbóż poza miastem. Przy muzyce do filmu skomponowanej przez Michała Lorenca można odpłynąć, a raczej mocno "odjechać". Dosłownie i metaforycznie. W miejsce równie słoneczne, swojskie, większe niż Konin, ale nadal nieco prowincjonalne i nienarzucające się.


Miasto też zaczyna się na "Ko" - a mowa o Kownie, na Litwie. To tam "odjechałem" w niewielką podróż, aby odkryć po swojemu kolejne "duże miasto" w państwach bałtyckich. Poznajmy zatem stolicę tymczasową, miasto gubernialne i siedzibę niegdysiejszego powiatu kowieńskiego.

Autobus przyjechał przed czasem. Jeszcze nie było 7 rano czasu lokalnego, a słońce dawało mocno w głowę. Zapowiadał się ten czerwcowy dzień z temperaturą powyżej 30 stopni i kolejne także z niemniej słoneczną, wręcz upalną aurą.

Kowno (po litewsku i w wielu innych języka jest to Kaunas) zamieszkuje około 320 tysięcy ludzi. Jest to drugie co do ludności miasto na Litwie, które dzieli od Warszawy zaledwie 420 kilometrów. Położone jest nad Niemnem, u ujścia Wilii. Kowno jest miastem o ponad 650-letniej historii. W XIV i XV wieku pełniło ważną rolę, a tutejszy zamek bronił regionu przed Krzyżakami. W XIX wieku natomiast było miastem granicznym - dzisiejsze południowe dzielnice Aleksotas i Panemunes należały już do Królestwa Polskiego. Po I wojnie światowej, kiedy powstało państwo litewskie, Kowno stało się stolicą tymczasową, ponieważ Wilno w okresie międzywojennym należało wtedy do Polski. Taki stan rzeczy spowodował konflikt między Litwą i Rzeczpospolitą, który trwał aż do 1939 roku. Po II wojnie światowej Litwa weszła w skład ZSRR jako republika związkowa i dopiero od 1991 roku może cieszyć się pełną suwerennością.

Litwa i Kowno wymagają zapoznania się z ich historią, jeśli chcemy poznać duszę i mentalność tych stron.

Stare Miasto vs. Nowe Miasto

Od tego zacząłem poznawanie struktury miejskiej. Od dworców (autobusowego i kolejowego) na starówkę przewędrujemy pieszo w jakieś 30-40 minut. Im głębiej w centrum tym bardziej zaczniemy dostrzegać najpierw architekturę modernizmu i przełomu XIX i XX wieku. Aleja Laisves ze swoim szpalerem drzew dała mi schronienie przed coraz mocniejszym słońcem - to ten deptak jest centralną osią Nowego Miasta. Wreszcie doszedłem do najstarszej części. Była ledwie dziewiąta rano - niektóre kawiarnie się otwierały, na rynku pusto, w archikatedrze śś. Piotra i Pawła można było znaleźć przyjemny chłód i miejsce na wyciszenie. Leniwie łaziłem uliczkami, minąłem gotycki Dom Perkuna, aż dałem się poprowadzić nogom do samego zbiegu dwóch rzek - Niemna i Wilii. Orzeźwiająca bryza od rzek dawała ochłodę, a widok dookoła mówił sam za siebie: "witaj w Kownie". Potem jeszcze krótka wizyta na zamku oraz w kolejnej gotyckiej perełce - kościele św. Jerzego.

Pałac Prezydencki z okresu stolicy tymczasowej po drodze na Stare Miasto
Coraz bliżej serca...
I oto właśnie Plac Ratuszowy!
Idziemy na spotkanie Niemna z Wilią
Zamek i kościół św. Jerzego w parze

Zielone Wzgórze

Žaliakalnis, bo tak się po litewsku nazywa dzielnica Zielone Wzgórze, przeniesie każdego z nas do innej krainy. Nie spotkamy tutaj żadnego gotyku czy chociażby renesansu. Natomiast miłośnicy drewnianych domów i will, jak również dawki modernizmu z okresu dwudziestolecia międzywojennego będą zadowoleni. Pospacerujmy chociażby ulicą Mackieviciaus - dojdźmy do Pelėdų kalnas, spójrzmy na Kowno z innej strony. A chętni niech zajdą jeszcze do Muzeum Juozasa Zikarasa, znanego rzeźbiarza z okresu międzywojnia, autora Pomnika Wolności w Kownie.

Pelėdų kalnas odkrywa takie spojrzenie na miasto.
Po trzech zakrętach w lewo i dwóch w prawo. Nie wiadomo gdzie:-)
Wielka bryła kościoła Zmartwychwstania Pańskiego. Dla odważnych taras na dachu jest dostępny do zwiedzania.

Pomimo zbliżającej się burzy (która finalnie przeszła bokiem i spuściła na Zielone Wzgórze marną mżawkę) przewędrowałem ulicą Petrausko i Aukštaičių, by ulicą Dzūkų zejść do Nowego Miasta. Drewniane kamienice. Stare wille. Asfaltowe chodniki lub ich brak. Przytulne przydomowe podwórka. To wszystko składa się na ten niepowtarzalny klimat, który znam i odświeżam za każdym razem w nadbałtyckich krajach.

Widoki na Nowe Miasto.

O dzielnicy, zarówno o jej historii powstania i tym, co jeszcze więcej możemy w niej odkryć napisał wylewnie Bartosz Chmielewski. Wystarczy kliknąć o TUTAJ.

Plaża Robinsona Crusoe

Remonty kolejowe pokrzyżowały mi plany dotarcia "żelaznymi drogami" do Kiejdan. Zatem naprędce szukałem innej opcji wyjechania poza miasto w słoneczne popołudnie. Uwagę przykuła ciekawostka geologiczna znajdująca się we wsi o nazwie tak łamiącej język, że musiałem powtórzyć ją kilkanaście razy do siebie na głos, by zapamiętać. Mowa o Žiegždrius, gdzie znajduje się ścieżka geologiczna prowadząca brzegiem olbrzymiego zalewu Kowieńskiego, który wije się jęzorem na zachód od miasta. Do wsi, skąd zaczniemy spacer, dojedziemy miejskim autobusem nr 47. Wsiadamy na dworcu kolejowym i jedziemy do końca. Podróż trwa niespełna godzinę.

Tutaj musieli kręcić sceny z Tomem Hanksem!
Drewniane kładki, skały, zieleń. Nie zabierajcie mnie stąd.

Co zastaniemy na miejscu? Najpierw spotkamy się z olbrzymim kompleksem szpitala psychiatrycznego, cofniemy się kilkaset metrów, aż w końcu będziemy mieć znak, że do szlaku geologicznego 1,7 kilometra. Dla włóczęgów takie miejsce jest idealne. Nie spotkamy zapewne żywej duszy, ewentualnie lokalnych z psami na spacerze. Ścieżka ma długość 3,5 kilometra i wiedzie samym brzegiem jeziora. Można pooglądać wiele odsłonięć piaskowców i innych osadów rzecznych. Ale moje serce skradła plaża, do której prowadziła piaszczysta ścieżka. Na miejscu było stare palenisko, widok na skarpę, całe jezioro jak na ręce i śpiew ptaków. Poczuć się można przez chwilę, jak Robinson Crusoe na samotnej wyspie.

Zapach Pożajścia

Drugi dzień wycieczki. Znowu upał. Chociaż lekki wiatr miotał co rusz kurzem na ulicach, więc nie tak najgorzej. Wsiadłem w trolejbus i pojechałem na kolejne przedmieście Kowna. Pożajście (po litewsku Pažaislis) jest położone na półwyspie pomiędzy meandrami Niemna i zalewu Kowieńskiego. Latem zbiera rzesze chętnych wylegiwania się na plaży. Ambitniejsi z pewnością zajrzą do pokamedulskiego zespołu klasztornego. Cały kompleks na planie czworokąta z zabudowaniami klasztornymi, kościołem i okalającym murem powstał w XVII wieku. Piękniejszego baroku nie znajdziecie pewno nigdzie. Ale nie w architekturze jest moc tego miejsca.

Sezon na "kupele" rozpoczęty!
A teraz cicho. Wchodzimy do klasztoru...

Przekroczyłem bramę klasztoru (która jest na domofon), zapłaciłem za wstęp i po chwili doszło do mnie, że jestem w realiach rodem z kolejnego polskiego, klimatycznego filmu. Znacie "Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego?

Na dziedzińcu klasztornym było pusto. Roznosił się tylko intensywny zapach kwitnących róż. W kościele poza siostrą zakonną nie było nikogo. Zadzierałem głowę do góry i czytałem historie opowiedziane na freskach. Potem skradałem się w każde możliwe zakamarki. Zakrystia sprzed 300 lat? Cała w drewnie. Tak pachnie historia. Potem szukając, gdzie by tu jeszcze wściubić nosa, znalazłem kratę, za którą znajduje się niedostępna już dla zwiedzających część ogrodu. Były tam domki-pustelnie, w których kiedyś mieszkali kameduli, a dzisiaj mieszkają siostry kazimierzanki opiekujące się tym klasztorem. Klimat i spokój miejsca działał na zmysły i wyobraźnię. Czekałem na tych mnichów, ale jedyne co zobaczyłem to grupę szkolną wchodzącą z hałasem do kościoła. To był odpowiedni moment, by zrobić "Zapisz" i "Wyjdź".

Zawsze patrz w górę

Co jeszcze zrobić w Kownie?

Wyliczanki mają w sobie coś dziecinnego. Policzę zatem, jak dziecko, co jeszcze można zrobić w tym litewskim mieście podczas krótkiej wycieczki.

Takim jechałem i takich jest pełno w mieście

1. Przejechać się starym, zmalowanym trolejbusem w upalny dzień. Wystawić trochę głowę za okno, zrobić zimny łokieć i podziwiać miasto po drodze.


2. Pójść do lasu. najlepiej, jeśli jest to rezerwat przyrody Jesios. Przewędrować leśnymi ścieżkami po to, aby zobaczyć wielkie drzewo wiszące nad kilkudziesięciometrową skarpą powyżej doliny potoku Jesios. Taka litewska wersja "sosny z Pienin".

Chodź na trawkę.

3. Jeśli jest czwartek to iść na wyspę na Niemnie (Nemuno sala). Odbywa się tam co tydzień zjazd foodtrucków. Przy akompaniamencie klubowej muzyki wcisnąć jakiegoś ziemniaka i przepić napitkiem. Koniecznie schłodzonym.

4. Zjeść w Hesburgerze. Tańszego fast-fooda nie znajdziemy, lepszej bułki z mięsem także. Poza tym, jak to mawiają: " w Polsce tego nie ma". I mają rację.

Trochę szkatułkowy, ale meczet.

5. Poszukać meczetu w Kownie. Takiego w stylu mauretańskim, ufundowanego przez Turcję. 

6. Spać w zbiorówce, w najtańszym hostelu w mieście, który okazuje się Najlepszym Hostelem na Litwie 2019. Doświadczyć czystych podłóg, zadbanej kuchni, sterylnej łazienki. Poznać do tego Amerykankę polskiego pochodzenia z Chicago oraz Fina, który mówi po polsku. A na epilog najlepiej to jeszcze wypić z widokiem na kamienicowe podwórze podłą fusiatkę z rana przed powrotnym autobusem do Polski.



7. Obejrzeć zachód słońca nad Niemnem z punktu obserwacyjnego w dzielnicy Aleksoto. I zachować wspomnienia na długo.

I takie jest to Kowno. Gorące i przyjemne w każdym wymiarze.

Komentarze

  1. Przepiękne miasto miałam okazje je odwiedzić <3! W tym roku postanowiliśmy pojechać na wczasy w górach z wyżywieniem w hotelu. Wybraliśmy taką opcję, ponieważ całymi dniami chcemy zwiedzać szlaki i okoliczne ścieżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko mnie Kowno się spodobało:)

      Usuń

Prześlij komentarz