Ciężkowice - miasteczko pełne skał


Szykował się ciepły, pogodny weekend i pierwsza okazja by móc wyjść na pole w podkoszulku z krótkim rękawkiem bez obawy, że się zmarznie. Mając dość już "wielkiego miasta" i chcąc zobaczyć coś innego niż Kraków lub Nowy Sącz wybór padł na Ciężkowice. Tak po prostu, bez powodu. Najwyżej dlatego, że są położone przy linii kolejowej Tarnów-Leluchów, więc pociągiem można do nich dojechać. A ja lubię pociągi, zwłaszcza w tym 2020 roku. I tak zapowiadała mi się pierwsza letnia, sobotnia wycieczka. Rok temu w podobnym czasie i pogodowych, upalnych okolicznościach byłem w Kownie, w tym roku takie ot Ciężkowice na Pogórzu.

"Pociąg kończy bieg. Prosimy opuścić pojazd. Pociąg kończy bieg"
Ulica Grunwaldzka

"Oni mają tam Skamieniałe Miasto" pomyślałem. "Kuba, przecież Ciebie już tam kiedyś profesor L. zabrał na terenówkach na studiach." To prawda, ale to było tylko parędziesiąt minut zachwytów przy pierwszej lepszej skałce i dywagacje na prądami zawiesinowymi w okresie paleocenu i eocenu. Teraz miałem cały dzień do dyspozycji. Nie tylko, żeby przespacerować się po największej atrakcji okolicy, czyli po wspomnianym już Rezerwacie Skamieniało Miasto, ale także połazić po miasteczku i ogólnie "zrobić ten dzień po swojemu", czyli łazić ile i gdzie się da oraz upamiętnić relaks w jakimś podłym barze, najlepiej przy pizzy i piwie. Oj, ale wtedy miałem takiego smaka!

Było przedpołudnie, a słońce już dobrze grzało w czachę. Pierwsze co, to idziemy do Skamieniałego Miasta. Po drodze obadałem wstępnie ciężkowicki rynek (o 10 rano trwało targowisko jeszcze, więc była, jak to zwykłem mówić, "kalkuta ludzi"). Wyszukałem już dla siebie Pizzerię Siciliana, otwierali się po 12, więc była motywacja, aby kolejne kilka godzin mocno schodzić, zanim pozwolę sobie na nagrodę.

Skała Grunwald
To nie z drona, to z kładki nad drogą

Skamieniałe Miasto znajduje się tak naprawdę poza miastem, a ma "miasto" w nazwie od formacji skalnych, które tworzą wrażenie, jak byśmy chodzili po wąskich uliczkach jakiegoś miasta w środku lasu. Obecnie rezerwat jest wyposażony w infrastrukturę turystyczną, a grubą większość odwiedzających to rodziny z dziećmi. Tak też było mojego dnia. Do rezerwatu można wejść z wielu stron - szlakiem niebieskim lub czarnym od strony miasta lub niebieskim od strony drogi wojewódzkiej. Ostatnia opcja dobra dla zmotoryzowanych, bo znajduje się w tym miejscu parking. Tutaj też wstęp jest biletowany, ale od 3 złotych chyba nikt z nas nie zbiednieje. Warto sprawdzić wcześniej na mapie występowanie wszystkich skałek i ostańców, ponieważ przeciętny turysta tylko przejdzie główną ścieżką i tyle, a warto poszperać za miejscami położonymi nieco na uboczu. Możemy się wtedy naprawdę miło zaskoczyć! 

Widoki jak na Łotwie, a to Pogórze i skała Ratusz
Tam stoi Czarownica
I mamy Czarownicę, czy inną Babę Jagę

Kilka słów o tutejszych skałach rzec trzeba. Skamieniałe Miasto nie było takie sławne, gdyby nie spektakularne, jak na warunki pogórzańskie, tutejsze ostańce skalne zbudowane z piaskowca ciężkowickiego. Nie jest to nazwa tutejszych skał, bo to są po prostu piaskowce, ale formacji geologicznej, jakich we fliszu karpackim od groma. Mamy łupki z Łabowej, piaskowce magurskie, warstwy krośnieńskie i kilkadziesiąt więcej (hmm, niezły chwyt na podróżowanie: "Zobacz wszystkie formacje fliszu karpackiego!"). Piaskowce ciężkowickie są zbudowanego z gruboziarnistego materiału klastycznego (na chłopski rozum z piasku), który osadzał się na dnie głębokiego morza jakieś 60-50 mln lat temu na przełomie paleocenu i eocenu. Potem osad morski się zlityfikował (czyli zestalił), następnie ruchy górotwórcze oraz działalność erozji doprowadziły do tego, że obserwujemy sobie na powierzchni takie fajne skałki dzisiaj. Po dawnym morzu zwanym Paratetydą jedyny ślad jaki dzisiaj mamy to m.in. piaskowce w Skamieniałym Mieście. 

No są ludzie. Nie że człowiek tak zupełnie sam wędruje

Spacer, albo mini treking, przez rezerwat Skamieniałego Miasta prowadzi wzdłuż niebieskiego szlaku turystycznego. Długość trasy wybieramy sami, ale nie są to zawrotne odległości, ponieważ możemy przejść maksymalnie do 3-4 kilometrów wędrując po ciasnych wąwozach, kanionach, pomiędzy ostańcami skalnymi. Natomiast pokonamy trochę wysokości w terenie i trudności technicznych na szlaku, ale to tylko w niektórych bardziej miejscach.
 
A po ten widok na Beskid Niski to nikt się nie połasił poza mną :-)
I jeszcze jeden...
I jeszcze raz...
A tutaj proszę Państwa widzimy Ciężkowice ze Skałki z Krzyżem
Jest krzyż? Jest krzyż.

A tutaj zmierzam do punktu kulminacyjnego - wąwozu Czarownic z wodospadem. Dawniej lokalne wiedźmy odbywały tutaj swoje sabaty, a dzisiaj wędrujący najwyżej odbywają sabat, ale fotograficzny.

 
I wodospad(zik), który ciurka tylko po większych opadach. Za to jeden z najwyższych na Pogórzu!

Spocony, trochę zmęczony, a na pewno zgrzany zawędrowałem do wcześniej wypatrzonej Pizzerii Siciliana. Pizza z kukurydzą, zimne piwo jasne (takie jak ongiś w pociągach dalekobieżnych sprzedawali "piwo jasne, piwo jasne!") i lektura ostatnio podarowanej książki. Upał się pogłębiał, a ja sobie błogo fotosyntezowałem na pogórzańskiej prowincji. Pojadłem, popiłem i na lekkim rauszu wyruszyłem na dłuższy spacer po mieście i "przedmieściach" (w Ciężkowicach wszystko poza rynkiem wygląda jak przedmieścia). I wtedy pojawiło się to uczucie rodem z opisów Stasiuka. Trwał duszny popołudniowy upał, na ulicach żadnych aut, zgraja chłopaków na rowerach sobie robiła kółka dookoła miasteczka, sąsiedzi kosili trawę w ogródkach, a poza tym nie działo się absolutnie nic. Jakby czas stanął w miejscu. Dla człowieka zeżartego tempem życia w "wielkim mieście" tamten moment był cennym przypomnieniem, że jedyne co czasem wystarczy robić to robić nic. 

Dawna łaźnia. Tutaj się kiedyś ludzie myli
Gdzieś pomiędzy samochodami na rynku dostrzeżemy ratusz
Cała krasa ciężkowickiego rynku!
"Przedmieścia"
Kapkę architektury jeszcze proszę bardzo

Ciężkowice to taka przytulna dwutysięczna mieścina, w której sercu znajduje się rynek z dawnym układem urbanistycznym typowym dla galicyjskich miasteczek. Stare domy, kamieniczki, ratusz na środku, po dwie ulice wychodzące z każdego rogu, kościół nieopodal i cmentarz parafialny. Jest trochę ławeczek w centrum, więc mamy gdzie usiąść i popatrzeć na okolicę. 

Dolina Białej, bo to w niej się znajdują Ciężkowice, to przeciekawy kawałek naszego, polskiego, dawnego galicyjskiego świata. Wzdłuż rzeki, której źródeł możemy dopatrywać się gdzieś na Łemkowynie we wsi Izby pod Lackową, usytuowało się kilka miasteczek, które można odwiedzać po kolei: Grybów, Bobowa, Ciężkowice, Tuchów, Tarnów (okej, to już nie miasteczko, a miasto). Jest swojsko, jest prosto, jest pagórkowato i turystów nie jest tak dużo, a jak spotkamy to będą rodziny na miejscowych blachach lub klub seniora z tego samego powiatu. No i jest kolej, która łączy te wszystkie miejsca historycznie i geograficznie spinając je w całość. 

Bo najlepiej kanapka smakuje siedząc na polance. Bo najlepiej się wędruje w dziurawych, starych adidasach z Lidla :-)

Komentarze

  1. no i proszę : nie wiedziałam, że jest tam takie ciekawe miejsce - dzięki za relację. Choć tak sobie myślę, że strach samemu chodzić, skoro czarownice te sabaty miały. Kto wie, może nadal jakiesić uroki rzucają (-; No ale Twój opis i fotki zachęcają. I jeszcze w okolicy dworek Paderewskiego (Kąśna Wielka) - spojrzałam na mapę. Warto więc. Bo i rezerwat, i miasteczko - a ratusz zupełnie jak w Końskowoli (nawiasem mówiąc polecam zwiedzanie, także okolic w porze kwitnienia róż - bo i pachnące łany, i okoliczne wąwozy lessowe, i zabytki, jeśli kto lubi).
    A poza tym ciekawe detale masz na fotkach - ot, choćby cienie roślin (i same drzewka) gdzieś za Orłem chyba, korzenie w skałach (to chyba żółw?), ale ten krzyżyk, to pewno "turyści" wyskrobali (ze strachu przed czarownicami, czy jak??): I ładne fotki Beskidu - zwłaszcza te dwie z niskimi drzewami owocowymi. Zazdroszczę wycieczki i dzięki za namiary.
    Iiii tak patrząc na te niektóre fotografie, pomyślałam, że może jednak ten murek na Kraczoniku naturalnie powstał (?) Ech, muszę gdzieś swoje fotki odkopać, żeby jeszcze raz zerknąć. Tak, tak, bo to znowu ja - anonimka ;b No dobrze, dobrze - już zmykam. Ciiii...cho_sza :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końskowola? Aż muszę sprawdzić! :)
      Dziękuję za tyle miłych komplementów do zdjęć. Robię je zwykłym telefonem nie zawsze już współpracującym ze mną, ale jak widać nie zawsze chodzi o technikę.
      Wycieczka była na spontanie i w sumie jest wykonalna dla każdego, komu jakoś tutaj po drodze :)

      I proszę o podpisywanie się jeszcze raz, bo choć anonimowi, to jednak milej człowiekowi, kto z imienia lub ksywki do niego pisze :)

      Usuń
  2. Super miejsca! Jednak taka czysta natura to jest to :) u mnie ostatnio mało wolnego, zero spacerów, wycieczek... trzeba to nadrobić w sierpniu jak wreszcie dostanę wolne :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów