Sędziszów w świętokrzyskim - kolej, rynek, fabryka i poniemieckie osiedla


Jaki był początek tego, że zachciało mi się w listopadowy słoneczny weekend pojechać do takiego ot Sędziszowa w województwie świętokrzyskim? Nie od wczoraj wiemy, że przez pandemię polubiłem podróże pociągami. Zatem obserwując siatkę połączeń ze stolicy Małopolski (z ubolewaniem stwierdzam, że jest nieco skromna, gdy się ją porówna do Śląska) napatoczył mi się na mapie owy Sędziszów. Sprawdzam na mapie, gmyram i gmyram. Wychodzi na to, że to jest już w innym województwie i dojeżdżają tam składy Kolei Małopolskich. Rozeznałem się w rozkładach jazdy, upewniłem się, że będzie chociaż ładna pogoda i stwierdziłem, że jadę!



Trzeba przyznać, że znalezienie satysfakcjonujących informacji turystycznych o Sędziszowie w Internecie graniczy z cudem. Google uparcie sugeruje szukanie Sędziszowa Małopolskiego (który jest nomen omen na Podkarpaciu) zamiast tego świętokrzyskiego. Nie było tu żadnego blogera, nie istnieje strona informacji turystycznej, żadne portale krajoznawcze nie wspominają o tych okolicach, informacje dla odwiedzających na stronie Urzędu Miasta są mocno przedawnione. Zostaje mi zatem Wikipedia - tak przecież popularne źródło niejednego internetopisarza! 


Z nastawieniem, że jadę odkrywać Nowy Świat, wsiadłem do kolei i po półtorej godzince byłem już zagranicą. Świętokrzyskie tym wygrywa nad przeludnioną Małopolską, że jest przyjemnie rozrzedzone - zabudowania nie są tak gęsto, miejscowości wyglądają tzw. ludzko, krajobraz nadal falisty i pagórkowaty, lasy i rozległe pola co rusz, no i to wszystko jest całkiem blisko od "wielkiego miasta". 


Sędziszów dzisiaj jest niewielkim miastem, które zamieszkuje ponad 6 tysięcy osób. Zresztą miastem jest od całkiem niedawna. Uzyskało prawa miejskie w 1990 roku. Wcześniej przez siedem stuleci było wsią, najzwyklejszą świętokrzyską, ponidziańską miejscowością. Nie uświadczymy tutaj średniowiecznego układu urbanistycznego, chociaż spotkamy się z rynkiem. To nie jest mekka zabytków, ale te, które znajdują się tutaj, mnie osobiście zadziwiły, a w jednej uliczce się dosłownie zakochałem. 


Historia

Zacznijmy od pierwocin. Przez ponad 700 lat istnienia Sędziszów był własnością szlachecką, zmieniał właścicieli dość często, że trudno ich wyliczyć. Rożnowie, Rylscy, Chwalibóg i tak dalej, aż na Kamińskich kończąc, którzy zarządzali tym majątkiem do II wojny światowej. Już w XIX wieku jednak wieś Sędziszów zaczęła rosnąć i pęcznieć dzięki wybudowanej tutaj linii kolejowej, która wiedzie m.in. z Krakowa do Kielc i Warszawy. Powstała lokomotywownia, punkt przeładunkowy, budynki dla pracowników, dworzec, czyli jak to się w sądeckim mawia: "choć co". Niemcy przybywając tutaj podczas II wojny światowej stwierdzili, że sobie zostaną w Sędziszowie na dłużej, bo tyle fajnej infrastruktury, że warto wykorzystać do transportu tego i owego. Wybudowali jedynie trochę domów i bloków mieszkalnych. Jedne z nich, znajdujące się przy ulicy Kolejowej, wyglądają jak przyjemne hacjendy w stylu tyrolskim (to w tej uliczce się zakochałem), a drugie zaś to drewniane, piętrowe baraki będące żywą, nieco bardziej luksusową kopią baraków z obozów koncentracyjnych. Sędziszów w czasie wojny był znakomitym miejscem obserwacji Niemców, ruchów wojsk i ogólnie wszelakich działań konspiracyjnych. 


Po wojnie przyszła druga epoka dla Sędziszowa, która trwa do dzisiaj. O ile jeszcze w latach 50-tych i 60-tych był po prostu dużą wsią przy stacji kolejowej, to po 1971 roku stał się istotnym ośrodkiem przemysłowym w województwie. Wybudowano tutaj Fabrykę Kotłów SEFAKO. Jakie kotły? No kotły energetyczne, które potem pracują w elektrowniach. Wielki kombinat działa do dzisiaj, zatrudnia zapewne tysiące ludzi i jest w polskich, lokalnych łapkach. Jak jest fabryka, to są pracownicy. Jak pracownicy, to ich rodziny. Wszyscy gdzieś muszą mieszkać. I to właśnie wtedy zaczęły powstawać blokowiska na wsi - dzisiaj to są osiedle Na Skarpie i osiedle Sady. Do tego powstało trochę budynków handlowych, jakieś budy z zapiekankami, dom kultury, ogródki działkowe. I w takim stanie Sędziszów dotrwał do dnia, kiedy pojechałem tam na wycieczkę.



Co zwiedzać w Sędziszowie? 

Trudne pytanie, ale wymienię miejsca, które zasługują na chwilę uwagi. Ostrzegam, że w Sędziszowie chyba jest jakiś lokalny monopolista sprzedający żelbetonowe ogrodzenia, bo wszystko, łącznie z miejscowym parkiem i kompleksem sportowo-rekreacyjnym, jest zeszpecone tym tworem. Niestety. Zresztą widzicie na zdjęciach.

1. Osiedle Murowane - tyrolskie domki przy ulicy Kolejowej, dzisiaj możemy obserwować 8 jednorodzinnych domów i jeden szeregowy. Klimat z innej bajki. Cisza i spokój, poza lecącym disco-polo z jednego z podwórek.


2. Osiedle Drewniane - niemieckie baraki, których ongiś było 12, a dzisiaj mamy cztery. Dwupiętrowe bloki, niemiecka solidna robota, klimat nieco ponury, ale mają ogrodzony plac zabaw z funduszy unijnych. 


3. Stary Sędziszów z rynkiem - nazwałem tę część miasta tak roboczo jako "stary Sędziszów", ponieważ to jest tak naprawdę okolica, która przed wybudowaniem linii kolejowej była głównym centrum wsi. Dzisiaj to miejsce jest oddalone około dwa kilometry od obecnego, handlowego centrum miasta. Sędziszowski rynek jest nieco udawany - jedna pierzeja domów, przystanek autobusowy, skrzyżowanie ulic.


4. Barokowy kościół śś. Piotra i Pawła - jedna z dwóch świątyń w mieście i to ta ważniejsza. Wybudowany w XVIII wieku i wyremontowany na pocz. XX. Nie zwiedziłem od środka, bo trafiłem wówczas na pogrzeb, po czym od razu kościół zamknięto.


5. Ścieżka rekreacyjna - i to jest twór iście fascynujący. Nie ma o niej mowy nigdzie, nie jest zaznaczona na mapach, nawet tej przy dworcu kolejowym. Jest to kilometrowa ścieżka pomiędzy starym Sędziszowem, a stadionem sportowym. Wiedzie po grobli, dookoła mijamy moczary. Na trasie ustawiono kilka tablic z informacjami o miejscowej florze i faunie oraz... propozycje ćwiczeń fizycznych. Zatem możemy tutaj wykonywać skłony tułowia jednocześnie czytając o młodych lisach. Nie ma informacji o unijnym dofinansowaniu, tablice są drewniane, napisy na pstrokatym żółtym tle, a kompozycja tekstów rodem z Painta. No tak swojsko to się człowiek dawno nie czuł! Polecam. Konkretne instrukcje dojścia do ścieżki przekażę w prywatnej wiadomości. :-)


6. Rzeka Mierzawa - czyli niewielki kilkudziesięciokilometrowy dopływ Nidy. Biegnie sobie meandrując między nowym i starym Sędziszowem. Najłatwiej obserwować jej bieg będąc w strefie sportowo-rekreacyjnej.


7. Baza Turystyczno-Sportowo-Rekreacyjna - bardzo rozległy obszar, gdzie latem można wykąpać się w stawie, w innym zaś łowić ryby, jest scena koncertowa, jest stadion, są ścieżki biegowe, niedaleko płynie Mierzawa. Wszystko jest piękne, ale ten żelbet wszechobecny. Ale widok plaży z parasolkami i takie wspomnienie Acapulco skutecznie ociepli najchłodniejsze ludzkie odczucia.


No i cóż. Minęły niecałe trzy godziny spacerowania. Godzina odjazdu mojego pociągu zbliżała się nieubłagalnie. Po krótkim spacerze pozostało wspomnienie i radość z tego, że wycisnąłem z pozoru nieciekawego miasta coś bardzo wciągającego. Szukając dodatkowych informacji do tego wpisu jeszcze raz wszedłem na stronę Urzędu Miasta. Nie działała, została zhakowana. Odkryłem, że istnieje fanpejdż na Facebooku. Sprawdziłem i ktoś udostępnił ostatnio zdjęcia zaśnieżonego (symbolicznie) Sędziszowa ze świątecznym oświetleniem, mgłą w tle i pustkami na ulicy. Tak jakoś przyjemnie mi się zrobiło, trochę estońsko, trochę podróżniczo, sentymentalnie. Będę ten Sędziszów pamiętać jeszcze długo.


Komentarze

  1. O jak miło przeczytać u Ciebie o Sędziszowie! :)
    To rodzinne okolice mojej rodziny ze strony mamy, co wakacje w dzieciństwie spędzałam na wsi w Goleniowach.. W tym roku w sierpniu zrobilismy taka wycieczkę - pociągiem do Sędziszowa, i dalej rowerem do Goleniów, a potem rowerowo do Krakowa.. Gorąco polecam trasę z okolic Sędziszowa do okolic Miechowa. Drogami przez wioski i pola. Przestrzeń pól i swojskich wiosek, spokojne asfaltowe drozki wśród pustkowi, niebieska kapusta w Charesznicy, kukurydze po horyzont, tak miejscowo i urokliwie niezwykle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to chyba latem wezmę rower i sobie tak objadę tu i tam na tym pograniczu miechowsko-sędziszowskim, bo zaiście jest to magiczny krajobraz. Taki mały, prywatny, nieodkryty, oby po tym wpisie te tłumy turystów tam nie ruszyły :)

      Usuń
  2. W sumie faktycznie raczej za...pie ;) Ale urokliwe.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów