Nowe Warpno - koniec świata na skraju puszczy


Nowe Warpno? Dlaczego tam? Co Cię podkusiło, Kuba? Mając przed sobą perspektywę parudniowego pobytu na Pomorzu Zachodnim, zachęciłem współtowarzyszy podróży, aby odwiedzić to miasteczko. Z dzieciństwa, które spędziłem leżąc na mapach i szukając palcem interesujących miejsc w Polsce, zapamiętałem nazwę Nowe Warpno. Miasteczko spełniało wszystkie wymagania miejsca oddalonego, unikatowego, dla pewnych też zapewne nudnego - blisko granicy, niewielkie, na cyplu z trzech stron otoczonym wodami, najbliższe miasto jest już w Niemczech, w czasach PRL wiodła tutaj jeszcze linia kolejowa (tą komuniści niestety rozebrali). 


Styczniowa "bestia ze wschodu" odpuszczała, temperatura przechodziła na plus, ale poza Szczecinem solidna warstewka śniegu jeszcze dawała o sobie znać. Koordynaty na GPSie wpisane, trasa dojazdu sprawdzona, lista atrakcji do zobaczenia przygotowana. Mogliśmy ruszyć na wycieczką do północno-zachodniego skraju Polski.

Nowe Warpno wg niektórych źródeł jest najbardziej na północny-zachód wysuniętym miastem Polski (pomija się tutaj Świnoujście, które jest na wyspie, zatem do "kontynentalnej" części kraju nie należy; jak wspomniałem, tak podają niektóre źródła). Od południa przytula się Puszcza Wkrzańska, od zachodu granica Niemiec, od północy wody Zalewu Szczecińskiego. Ponadto centrum miasteczka znajduje się na półwyspie, do którego prowadzi jedna droga. Zamieszkuje je niewiele ponad tysiąc mieszkańców. Powierzchniowo natomiast jest całkiem spore, bo liczy sobie aż 25km2. Dla porównania Nowy Sącz, 80 razy bardziej ludny, jest "tylko" dwa razy większy powierzchniowo. Po co to podaję? Ano dla uświadomienia jak słabo zaludnionym obszarem jest Nowa Warpno i okolice. Zresztą gmina, której siedzibą jest miasteczko, jest najmniej zaludnioną w Polsce (tylko 1600 mieszkańców). Jeden kilometr kwadratowy zamieszkuje tylko 8 osób. W Polsce ten sam wskaźnik wynosi ponad 120 osób/km2. Czy dalej Was trzeba przekonywać, jak przepięknie dzikim, pustym, nieodkrytym jest teren Nowego Warpna? Do Szczecina są stąd 43 kilometry. Zatem na jednodniową wycieczkę z "wielkiego miasta", jak znalazł!


Historia miasteczka nie jest taka "nowa", jak by nazwa wskazywała. Zaczyna się już w XII wieku, a datę lokacji podaje się na 1295 rok. Do XVII wieku miasto wchodziło w skład księstwa pomorskiego, potem trafiło w ręce Szwedów, następnie początkiem XVIII wieku odbili jest Prusacy. W skład Prus, a potem Niemiec wchodziło aż do 1945 roku. Ponad 100 lat temu odkryto, że taki cypelek pomiędzy Zalewem Szczecińskim i Jeziorem Nowowarpieńskim jest świetnym miejscem na letnisko. Zaczęli zjeżdżać pierwsi turyści i kuracjusze spragnieni wodnych kąpieli. Promy między Nowym i Starym Warpnem kursowały bez przerwy (obecne Stare Warpno, po niemiecku Altwarp, jest miasteczkiem po drugiej stronie zalewu w Niemczech). W rejsy turystyczne po Zalewie Szczecińskim udawał się niejeden. Do tego wszystkiego doprowadzono jeszcze kolej i można powiedzieć, że mieliśmy tutaj taki First World. Wszystko przekreśliła wojna, druga światowa, rzecz jasna. Po wojnie Sowieci najpierw obszar Nowego Warpna odcięli od świata, uzbroili, potem otworzyli na świat i pozwolili nowym, polskim osadnikom na zamieszkanie poniemieckiego miasteczka. W między czasie jeszcze w dzielnicy Podgrodzie powstał ośrodek młodzieżowy, w którym organizowano wakacyjne obozy edukujące młode pokolenie Polaków socjalistycznych myśli i haseł. 



Do dzisiaj Nowe Warpno jest nieco uśpione, chociaż notuje się tutaj wzrastający ruch turystyczny (pomijamy pandemiczny 2020 rok). Zresztą nie tylko samo miasto zachęca do przyjazdów, ale pobliska Puszcza Wkrzańska. Jak spojrzymy na mapę, to zauważymy, że aby dojechać tutaj musimy najpierw pokonać kilkadziesiąt kilometrów przez środek wielkiego boru. A teraz wyobraźcie sobie to teraz, zimą, w styczniu, ze śniegiem. Bajka, co nie?

Jesteśmy już na miejscu. Co tutaj robić? Zwiedzanie zacznijcie od ryneczku, na środku którego znajduje się ratusz o konstrukcji ryglowej z końca XVII wieku. Ogólnie budynków o takiej konstrukcji, inaczej szachulcowej, jest dość sporo w Nowym Warpnie i to jest jego największy atut. Szachulcowa konstrukcja cechuje się tym, że przestrzenie pomiędzy drewnianymi elementami szkieletu wypełniano gliną. Nie jest to natomiast mur pruski. Odróżnia się on od szachulca tym, że przestrzenie wypełnia się cegłą, ale że obydwie formy budowlane zazwyczaj są otynkowane, to wtedy nie sposób je od siebie odróżnić. Żeby wzmóc swój zachwyt spójrzcie na budynek mieszkalny pod adresem pl. Zwycięstwa 3, a potem skierujcie się w stronę kościoła pw. Wniebowzięcia NMP z XV wieku, który po kilku przebudowach co prawda stracił na gotyckim stylu, ale nadal przykuwa uwagę chociażby kolorem, na jaki jest pomalowany. Za świątynią kończy się powoli ląd, a zaczyna się woda. Wyjdziemy na promenadę, która wiedzie niemal dookoła najstarszej części miasteczka. Jest tam również niewielka wieża widokowa, skąd możemy obserwować estetyczny widok na miast. Estetyczny? Ponieważ w Nowym Warpnie zachwyci nas porządek, czystość, idealne trawniki w przydomowych ogródkach, brak śmieci i choroby zwanej reklamozą. 


Okolice miasta także zachęcają do eksploracji. Nie bądźmy minimalistami, przystańmy także w Karsznie (administracyjnie część miasta), gdzie przy drodze znajduje się niewielki kościółek św. Huberta. Jest on konstrukcji, a jakże, szachulcowej. Z ceglastą wieżą. Pochodzi z XVIII wieku. Do środka mimo iż nie wejdziemy (poza pojedynczymi okazjami, typu Msza, odpust itp.), to możemy zbadać, co jest napisane na tablicy informacyjnej. Wnętrze kościółka jest w stylu myśliwskim, bo św. Hubert jest patronem właśnie myśliwych. Sądząc po sąsiedztwie olbrzymiej puszczy, nie był to wybór przypadkowy budowniczych świątyni. Jak jeszcze będziecie mieli chwilkę, to zawitajcie do pobliskiego pałacu z XIX wieku.


Jak już o puszczy mowa, to Wkrzańska do małych nie należy. Nazwę wzięła od rzeki Wkry, która płynie po niemieckiej stronie (niem. Uecker). Po stronie polskiej znajduje się mniejsza część puszczy, która chociaż nie wchodzi w skład żadnego parku narodowego lub krajobrazowego, to na uwagę zasługuje. Zajmuje ona obszar wielkiego stożka napływowego Odry z czasów plejstocenu (epoki lodowcowej). Jest to teren płaski jak stolnica, gęsto zalesiony, niewiele tutaj jezior, a do największych należy Świdwie. Jeśli cenicie sobie rowerowe wyprawy, piesze wędrówki długodystansowe lub macie auto z napędem na cztery koła, to możecie się udać w sam środeczek wielkiej równiny. Polecam (ale nie, kiedy jest świeżo po opadach) drogę ze wsi Stolec. Musiałem tę nazwę wspomnieć. Dojedziecie tutaj także od strony Węgornika. Tak czy owak, nigdzie indziej nie doświadczycie krajobrazu rodem z Estonii czy Łotwy - przepastne wielosetmetrowe polany, szpalery drzew, zabudowania rzadkie jak rozwodniony kisiel, wioski składające się z pojedynczych gospodarstw. Tak, to zdecydowanie mocny punkt dla fanów północy.


Na deser zostawiam Wam ciekawostkę. Już może nie z samego Nowego Warpna. Z Puszczą Wkrzańską to miejsce również ma niewiele wspólnego, ale znajduje się po drodze i warto tam wstąpić w wolnej chwili. Mowa o Wołczkowie, sporej wsi w gminie Dobra. Sama miejscowość również do młodych nie należy, bo wzmiankuje się o niej już w XIII wieku, podobnie jak o miejscowym kościele, który trzeba odwiedzić. Świątynię pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej wzniesiono w stylu romańskim, jest ona kamienna, wnętrze typu salowego. Przez ponad siedem wieków istnienia kościół parukrotnie przebudowywano, a po renowacji w XIX wieku przypomina bardziej neogotyk. Niemniej kamienne ściany przypominają o romańskich korzeniach budowli. Jeśli zajrzycie do środka w okresie bożonarodzeniowym, to zaskoczycie się ciekawym konceptem szopki, ponieważ siano rozłożono w całym kościele tworząc z całej świątyni swoisty żłób. Symboliczne, co nie?


Mikropodróże. Do miejsc nieznanych, nieciekawych (tylko z pozoru), małych i przytulnych. Taką kategorię można przypisać odwiedzinom w Nowym Warpnie. Nieważne czy zimą, czy latem. Grunt, by nie padało - jak to się mawia. 

Komentarze

  1. Kawałek od nas, jednak warto pojechać - byłem ale jakieś 15 lat temu,może ciut więcej... Czyli pora powrotu nadchodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że naprawdę kawał kraju zjechałeś! 15 lat to już na tyle dużo, by wrócić tutaj ponownie :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Mapa wpisów