Kolonie józefińskie na Sądecczyźnie. Co zostawili po sobie Niemcy?

Gołkowice Dolne

Był rok 1781. Jedenaście lat po wciągnięciu Ziemi Sądeckiej w teren Cesarstwa Habsburskiego. (Tak, tak. Sądecczyzna jako pierwsza z ziem polskim została zagarnięta przez jednego z przyszłych zaborców.) Józef II wydaje dekret o akcji kolonizacyjnej na obszarze Galicji. Kolonistami mają być Niemcy. Oficjalnym celem ich imigracji jest "przyjście krajowi z pomocą w podniesieniu stanu gospodarki". Po kilku latach akcja okazuje się fiaskiem. Ani gospodarka nie podnosi się, ani polska ludność nie germanizuje się. Za to skutkiem nieudanego pomysłu austriackiego cesarza, który możemy oglądać dzisiaj, są zabudowania niemieckie - tak odmienne i charakterystyczne - które zachowały się w wielu sądeckich miastach i wsiach. Przyjrzyjmy się niektórym z nich bliżej.

Kolonizacja józefińska, bo to o niej mowa, była niczym innym jak akcją germanizacyjną na kilku konkretnych obszarach Cesarstwa Habsburskiego. Tysiące niemieckich rodzin zachęcano do emigracji na tereny Galicji Zachodniej i Wschodniej. Czemu niemieckich? Wystarczy spojrzeć na ówczesną mapę cesarstwa Józefa II. Jesteśmy w czasach, gdy tereny dzisiejszych Niemiec były poszatkowane na dziesiątki księstw, ziem, państewek i niektóre z nich były pod zwierzchnictwem Wiednia.

Koloniści józefińscy w sądeckich stronach

W ciągu niespełna dekady na teren Sądecczyzny przyjechało 235 niemieckich rodzin. Największą część stanowili mieszkańcy dzisiejszej Nadrenii-Palatynatu. W większości były to osoby wyznania luterańskiego. W akcji kolonizacyjnej miały wziąć udział także bogatsze, inteligenckie rodziny niemieckie, co rzekomo wpłynęłoby na rozwój kolonizowanych ziem, jak i przyczyniłoby się do większej germanizacji ludności miejscowej. 

Niestety (a dla dzisiejszej Sądecczyzny stety) cała operacja nie przyniosła oczekiwanych skutków. Zamiast bogatych rodzin, w większości osiedlały się biedne, rolnicze wspólnoty. Zamiast, aby Polacy uczyli się niemieckiego, Niemcy zaczęli się błyskawicznie polonizować. 

Pod koniec XIX wieku o tzw. kolonistach józefińskich (choć określeń na nich jest cała masa) można powiedzieć, że są już całkowicie zasymilowana i spolonizowaną ludnością. Cześć z nich pozostała przy swoim wyznaniu religijnym, czego znakiem dzisiaj jest to, że w Nowym Sączu nadal działa niewielka parafia ewangelicko-augsburska, do której na nabożeństwa przybywają luteranie.

Zabudowania józefińskie

Gdzie dokładnie ulokowało się te około tysiąc Niemców? Źródła historyczne wymieniają aż 28 różnych wsi, osad i przysiółków na terenie Sądecczyzny, w których znajdowały się gospodarstwa kolonistów. W większości zabudowania powstawały w obrębie już istniejących wsi i miast. 

Dwadzieścia osiem... A mówimy tutaj o takich miejscowościach (lub przysiółkach i częściach miast) jak: Barcice, Biczyce, Biegonice (dzielnica Nowego Sącza), Chełmiec, Dąbrówka (dzielnica Nowego Sącza), Gaboń, Gołkowice, Gaj (przysiółek Świniarska), Juraszowa, Kadcza, Łącko, Mokra Wieś, Morawina (część Moszczenicy k/ Starego Sącza), Mystków, Naszacowice, Olszanka, Piątkowa, Podegrodzie, Podmajerz (część Starego Sącza), Podrzecze, Rytro, Stadła, Strzeszyce, Szczereż, Świerkla, Świniarsko, Zagorzyn i Żbikowice.

W tych osadach zaczęli osiedlać się Niemcy. Budowali sobie oni zagrody wyglądające zupełnie inaczej niż typowe lachowskie i góralskie domostwa. Gospodarstwa kolonistów składały się zazwyczaj z dwóch lub trzech budynków ułożonych na planie prostokąta. Domy były ustawione do ulicy krótszą ścianą, a wjazd na teren domostwa był przez bramę. Zabudowania niemieckie były stawianie w formie łańcuchówki, najczęściej rzędowo, wzdłuż głównej drogi. Takie rozwiązanie ruralistyczne było pod względem architektury kompletnie nowe i nieznane wcześniej.

Niemieckie wsie dzisiaj

Najlepiej zachowanym przykładem tamtej architektury są Gołkowice Dolne (dawniej Niemieckie). Wieś znajduje się kilka kilometrów od Starego Sącza w stronę Łącka. Niegdyś, jadąc z Nowego Sącza w Pieniny, mijalibyśmy je po drodze. Dzisiaj stoją one na uboczu, bo większość ruchu samochodowego kieruje się już na obwodnicę zachodnią Nowego Sącza. 

.

Wzdłuż głównej drogi w Gołkowicach zobaczymy dzisiaj kilkanaście zagród z charakterystycznymi bramami i domami skierowanymi do ulicy krótszym bokiem. Stan zachowania gospodarstw jest różny - od średniego do bardzo dobrego. Zabudowa rzędowa tworzy przeciekawe wrażenie zupełnie innego świata - trochę jak byśmy byli na Węgrzech lub w nieodległej Słowacji. Ta egzotyka ruralistycznego krajobrazu Gołkowic od dziecka pociągała mnie najbardziej. Dodam tylko, że wieś znajduje się obecnie na trasie "rowerowej autostrady" Dunajec Velo, więc na dłuższy przystanek podczas pedałowania jest to miejsce idealne. 

.
.

Szukanie resztek zabudowy, w jakiej mieszkali Niemcy józefińscy, może być świetnym powodem na wiele mniejszych wycieczek w obrębie Sądecczyzny. Czy to samochodem, czy rowerem, czy nawet komunikacją publiczną, bo do wielu miejsc dojedziemy autobusem.

Gdzie jeszcze warto się udać, aby znaleźć rzędowo ułożone gospodarstwa niemieckie?

- starosądecki Podmajerz - przy ulicy Bandurskiego, nieopodal dworca PKP, znajdziemy co najmniej jedno gospodarstwo z czasów kolonizacji. Mowa o domu z numerem 22 typowo zwróconym bokiem do drogi. Zresztą cała ulica Bandurskiego jest bardzo ciekawa, ponieważ pełno jest w tej okolicy starej, galicyjskiej zabudowy, z której zresztą Stary Sącz słynie,

.

- Stadła - tutaj wzdłuż głównej drogi znajduje się kilka domostw, spośród których niektóre są drewniane, a inne murowane, pochodzących z okresu kolonizacji. Wskutek pożarów i przebudowy zabudowa we wsi nie ma już tak ciągłego, rzędowego charakteru jak w Gołkowicach. Bądź co bądź trzeba jednak przyznać, że Stadła były drugim największym skupiskiem mniejszości niemieckiej na Sądecczyźnie. Przybyło tutaj 20 rodzin. Znajdował się tutaj zbór luterański, do którego przychodzili na nabożeństwa mieszkańcy nie tylko Stadeł, ale i wielu innych miejscowości,

W morzu hacjend i pałaców cygańskich, cieszą takie chałupiny

- Biegonice - po co daleko wyjeżdżać od stolicy Sądecczyzny, jak nawet w samym jej obrębie możemy znaleźć ślady niemieckiej zabudowy? Wystarczy udać się na ulicę Towarową w Biegonicach. Cztery rzędowo ustawione zagrody do dzisiaj wyraźnie wskazują, w jakim stylu i okresie powstały,

- Dąbrówka Polska - chociaż powinienem ją wymienić jako niemiecką. To druga z dwóch nowosądeckich dzielnic, która "przyjęła w swoje progi" niemieckich imigrantów. W okolicach skrzyżowania ulicy Grunwaldzkiej i Zyndrama napotkamy jeszcze kilka drewnianych domów o charakterystycznym ustawieniu względem ulicy. To również pozostałości po kolonistach józefińskich.

Jest jeszcze jedno miejsce, w którym zobaczymy niemiecką zabudową w najlepszej postaci. Choć nie będzie to pierwotne budownictwo. Mianowicie mam na myśli sektor kolonistów józefińskich w Sądeckim Parku Etnograficznym. Po rozbudowanie skansenu wreszcie możemy na spokojnie i bez huku przejeżdżających samochodów, jak to chociażby doświadczymy w Gołkowicach czy Stadłach, przyjrzeć się wszystkim cechom niemieckiej zabudowy. Trzy gospodarstwa są wiernymi kopiami wybudowanymi od zera. Nie mają w sobie nic z zabytków, ale mają wszystko z wyglądu typowego dla józefińskich kolonii.

.

Obok znajduje się zrekonstruowany zbór protestancki przeniesiony tutaj ze Stadeł. Jak już wiemy, pierwotnie służył mniejszości niemieckiej jako miejsce modlitw. Podczas II wojny światowej wszystkim potomkom kolonistów naziści nakazali wracać do Niemiec. Świątynię potem przeniesiono do Świniarska, gdzie erygowano nową parafię. Zbór uległ częściowemu spaleniu podczas pożaru w 2003 roku. Po tym zdarzeniu zdecydowano, że kościół zostanie przekazany do skansenu. W 2008 roku został on konsekrowany na nowo.

Na prawdziwych koneserów czeka jeszcze cmentarz ewangelicki przy ulicy Władysława Orkana w Nowym Sączu. Niewielka, niezwykle stara nekropolia dzisiaj składa się z kilku nagrobków. Pomimo tego, że teren jest ogrodzony, warto chociaż "rzucić okiem" przez płot.

Sądecczyzna multi-kulti

Do czasów II wojny światowej tereny dzisiejszego powiatu nowosądeckiego nie były aż takie etnicznie jednolite. Poza Polakami (czy konkretniej Lachami, Góralami i Pogórzanami) mieszkała tutaj spora diaspora żydowska, w południowej części regionu Łemkowie, w wielu wsiach i miastach mniejszość romska i na koniec jeszcze wspomniani Niemcy józefińscy. 

Dzisiaj po wielu z tych grup możemy oglądać jedynie cerkwie, stare cmentarze, synagogi w różnym stanie i charakterystyczną architekturę domostw. Póki mamy te ślady i o nie dbamy, póty historia wielokulturowej Sądecczyzny nie zginie.

Takie ot galicyjskie pamiątki na Sądecczyźnie...

Komentarze

  1. Brawa, piękny opis i w ogóle... ale Franciszek Józef to sto lat po opisywanych dekretach, tu chodzi o Józefa II

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wtopa! Wstyd mi ogromny. Już poprawiłem. Bardzo przepraszam za ten błąd. Józefy mi się pomyliły...

      Usuń

Prześlij komentarz