Põlva w Estonii. Po co pojechałem do małego miasta w środku lasu?

Tyle słońca w całej Põlvie...

Dla jednych jest w tym kompletny brak logiki, dla innych cała kwintesencja podróży. Po co jechać do miasteczka, które znajduje się w środku lasu, daleko od wszystkiego, dojeżdżają tam dwa pociągi dziennie, a w centrum w ciągu dnia nie zobaczymy ani żywej duszy? Właśnie po to, że istnieje i jeszcze mnie tam nie było. 

Podróż koleją w Estonii w dzisiejszych czasach jest już pozbawiona urokliwego klimatu. Wygodne, przestronne i szybkie pomarańczowe składy mkną bezszelestnie po prostych torach o rozkładzie 1520 milimetrów. Pasażerowie tradycyjnie milczą, słychać tylko konduktorkę, która prosi o bilety i życzy miłego dnia. Jednak kiedy jedzie się takim pociągiem do miasta, które ma dosłownie dwa dziennie połączenia kolejowe ze światem, to czuję się jakoś dziwnie, jakby się zmierzało naprawdę na koniec świata. Przynajmniej tego estońskiego.

Põlva (wymawiana przez gardłowe "y" - [pylwa]) tak naprawdę nie jest aż takim dzikim miejscem. To po prostu jedno z najmniejszych w Estonii miast "wojewódzkich", czyli stolic regionów po estońsku zwanych maakond. Zamieszkuje je niewiele ponad 5 tysięcy osób i niemal wszyscy są etnicznymi Estończykami (w przeciwieństwie do wielu innych miast w kraju, gdzie udział mniejszości rosyjskojęzycznej jest znaczny). Miasto znajduje się w południowo-wschodniej Estonii, całkiem blisko stąd od granicy z Rosją, a najbliżej do wielu lasów, które otaczają tę mieścinę.

Na dworcu ruch jak na targu

Plan wycieczki był banalny. Wsiąść w jedyny poranny pociąg z Tartu, dojechać na miejsce, spędzić w mieście pół dnia i wrócić jedynym popołudniowym składem do "wielkiego miasta". Gwoli ścisłości Põlva posiada trochę więcej połączeń autobusowych ze światem, więc nie jest to aż tak odcięty kawałek lądu. Nie wnikając zbyt głęboko w temat połączeń komunikacyjnych w Estonii (bo to wątek zasługujący na osobny wpis raczej), chodźmy na długi spacer po małym-wielkim mieście w środku lasu.

"9 kilometrów ruchu dla zdrowia"

Historia miasta

Põlva przez większość swojej historii była zwykłą małą wsią, która rozwijała się wokół miejscowego kościoła protestanckiego (pierwotnie katolickiego), który wybudowano nad brzegiem jeziora w XV wieku. Przez cztery kolejne stulecia nie działo się tutaj za wiele. Trochę zaczęło się zmieniać wszystko w ciągu ostatnich 100 lat. W 1931 roku wybudowano linię kolejową z Tartu do Pieczorów (historycznie estońskie miasto Petseri znajdujące się już po rosyjskiej stronie granicy). Po wojnie w mieście przybywało mieszkańców, bo zaczęły powstawać tutaj nowe zakłady produkcyjne.

Co zabawne, dopiero w 1993 roku Põlva stała się formalnie miastem, a to z tego powodu, że administracyjnie w Estonii istnieje twór z "dawnych czasów" - osiedle (est. alevik). W epoce słusznie minionej również w Polsce bywały miejscowości, które nie były ani wsiami, ani miastami, a właśnie osiedlami.

Skręciłem w jakieś krzaki, a tam ktoś zostawił rower przy torach i poszedł na grzyby

Lasy, pola, lasy, czyli jak wygląda region wokół Põlvy

Põlvamaa, czyli "ziemia Põlva", jest wyjątkowo zalesioną i dziką krainą w Estonii. Obszar niewiele większy od powiatu nowosądeckiego zamieszkują 24 tysiące osób, co daje średnią gęstość zaludnienia jedynie 13 osób na kilometr kwadratowy. To niemal dziesięć razy mniej niż w Polsce i dwadzieścia razy mniej niż w Małopolsce. Dla porównania samą Sądecczyznę zamieszkuje 300 tys. osób. To tylko uzmysławia do jak spokojnej i odludnej krainy się wybrałem tamtego dnia.

Z dworca kolejowego do centrum miasta jest około trzech kilometrów drogi. Põlva rozciąga się dokładnie na tej linii i wzdłuż głównej ulicy łączącej północną bardziej blokową i industrialną część z południową, zabytkową i bardziej "górską".

Postaw telefon na kamieniu i zapozuj
Centrum miasta
Główny kościół (i jedyny)
W środku elegancko, napis: "Cześć Bogu na wysokości"

Spacerując w starszej części miasta, nie dojrzymy tutaj żadnego układu urbanistycznego. Nie ma tutaj rynku, nie ma szachownicy ulic, jest prosta droga, większe skupienie sklepów i dwa przystanki autobusowe. To jest wszystko. Będąc tam w południe podczas zwyczajnego wrześniowego dnia roboczego, doliczyłem się kilku osób czekających na autobus. 

Podobnie sprawa miała się z jakimkolwiek miejscem do stołowania się. Doszukałem się jednego otwartego "kohvika", czyli jak to czasem nazywam - kawiarnii wielofunkcyjnej, w której zamówimy kawę, piwo, zjemy obiad i deser. Absolutnym plusem takich miejsc jest ich naturalność i bezpretensjonalność. Najczęściej wystrój jest mocno "znoszony", z głośników leci radio, czasami bezgłośnie ktoś włączy telewizor na ścianie, a ceny posiłków nawet przy inflacyjnym wzroście są dość znośne (uprzedzając pytania, w Estonii wszędzie jest drożej niż w Polsce i nie jest to nic nowego). 

Barszcz z kawą - oryginalnie. Na drugie danie wjechały frytki:)

Czym byłby spacer po mieście, gdybym nie zaszedł do miejscowego parku. Tak naprawdę w Põlvie znajduje się coś w rodzaju lasu miejskiego, w którym jest trochę nieoznakowanych ścieżek i sporej wielkości amfiteatr. Drewniana kilkudziesięciometrowa scena w środku lasu robi wrażenie, ale czemu się dziwić, skoro jesteśmy w kraju o bogatej tradycji chóralnej i kilka razy do roku na tej scenie odbywają się wielkie wydarzenia, gdzie setki ludzi razem tańczą w rytm estońskiej muzyki ludowej.

Zwykła ulica w zwykłym mieście
Ktoś ma jezioro za ogródkiem przydomowym, a dalej tylko las
Amfiteatr w miejskim lesie
Niby wrzesień, jesień, a nie do końca
Pod budynkiem administracji samorządowej
Jezioro w centrum miasta

Krótka łazęga na oślep przez leśne ostępy była jak taka kąpiel, pełne zanurzenie. Nie tylko w przyrodzie, ale chyba w samej Estonii. Te drobne mikropodróże do małych mieścin niosą ze sobą jakiś pierwiastek naturalności. Zawsze mam wrażenie, że będąc na prowincji poznaję najbardziej prawdziwą wersję danego kraju. A będąc w Estonii i nie zaznając klimatu małomiasteczkowości, to jakby nie być w niej w ogóle. Põlva znakomicie sprawdziła się w tej roli. Może jeszcze kiedyś do niej wrócę. Przynajmniej po ten barszcz i kawę w Kohvik Aal.

Ostatnie minuty w Põlvie przed powrotnym pociągiem

Komentarze