Park Narodowy Kurjenrahka w Finlandii. Jak było zimą na lodowym bagnie?

Zmrożone bagno

Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że tamten piątek będzie wyglądać tak doskonale, to bym nie uwierzył. Całą piątką pojechaliśmy zimą do Finlandii, aby zobaczyć mroźną krainę, dzikie krajobrazy, doświadczyć tej Północy przez wielkie "p". Centralnym punktem ledwie trzydniowego wyjazdu była wyprawa do Parku Narodowego Kurjenrahka w południowo-zachodniej Finlandii. 

Tamtego dnia wstałem na śniadanie jako pierwszy z naszej piątki. Bufet na fińską modłę: owsianka, dżem, ciemne pieczywo i hektolitry kawy. Nocowaliśmy w sprawdzonym już "hostelu na statku" w okolicy portowej w Turku. Statek ma już swoje lata, a na pokładzie przenosimy się co najmniej 30 lat wstecz. Siedząc w stylowej restauracji, pijąc drugą kawę, kończąc owsiankę i myślami będąc przy kolejnej dokładce, byłem po prostu w swoim świecie. Panowała niczym nie zaburzona cisza. Każdy jadł po cichu swoje, jedna kobieta półgłosem po fińsku zwracała się do obsługi z kuchni.

Nie musieliśmy się spieszyć, ponieważ autobus odjeżdżał z dworca dopiero około południa. Brzmi dziwnie? Trzeba wyjaśnić specyfikę poruszania się po Finlandii. Najlepszym środkiem transportu poza miastem bywa tutaj samochód. Do parku narodowego byliśmy w stanie dojechać jednym z trzech kursujących autobusów międzymiastowych, które przejeżdżają w okolicach Kurjenrahka. Tak się okazało, że najwcześniejszy kurs dopiero wyjeżdża z Turku kilka minut po dwunastej. Wysiadając w szczerym polu, a dokładnie to w szczerym lesie, mieliśmy jeszcze niecały kilometr drogi, aby dojść na początek szlaku turystycznego. To nie Tatry ani Pieniny, że wychodzi się do natury wprost z jakichś zabudowań. Tutaj wszystko jest od siebie oddalone.

Prawie cała nasza pięciosobowa ekipa
Zaczęliśmy wędrówkę od okrążenia jeziora Savo (Savojärvi)
Po drodze napotykamy masę granitowych głazów

Park Narodowy Kurjenrahka. Gdzie się znajduje? 

Nasz cel podróży znajdował się dokładnie 37 kilometrów drogi na północny-wschód od Turku. Jak na Finlandię, to bardzo blisko. Był to najbliżej położony park narodowy od miasta, w którym stacjonowaliśmy. Bilety na autobus kupiliśmy internetowo na stronie przewoźnika - Onnibusa. Przystanek do wysiadki? Kuhankuono. Polecam w trakcie drogi uważnie śledzić trasę, aby nie przegapić wysiadki. Przystankiem jest tutaj metalowy kij wbity w pobocze z wytartym znakiem. Rozkładu na przystanku brak.

Park Narodowy Kurjerahka założono w 1998 roku i nie należy do sporych obszarów ochrony przyrody - jego powierzchnia liczy 29 kilometrów kwadratowych. Na terenie parku chronione są przede wszystkim ogromne mokradła i fragment jeziora Savo. Czy spotkamy na trasie dzikie zwierzęta? Oczywiście. Rysia, niedźwiedzia brunatnego, a w okolicach parku także watahy wilków. W trakcie naszej wędrówki poza paroma turystami nie spotkaliśmy nikogo ani niczego.

Drewniane kładki towarzyszyły nam niemal na całej trasie
W niektórych miejscach były pokryte grubą warstwą lodu
Po drodze przekraczaliśmy kilka drobnych cieków wodnych

Trasy turystyczne są znakomicie oznaczone na terenie parku. Przy centrum turystycznym są znaki kierujące nas w konkretne strony wraz z podaniem kilometrów do przejścia. Mając kilka godzin do spożytkowania w dzikiej przyrodzie, wybraliśmy się na łazęgę dookoła jeziora Savo oraz na fragmentaryczne przejście południowego torfowiska aż do wieży obserwacyjnej na bagiennej wyspie Koivusaari. Całość trasy wyniosła 12 kilometrów, co w połączeniu z częstymi przerwami na "zachwyt" było wystarczające.

Nie wspomniałem o najważniejszym. O pogodzie. Śniegu było jak na lekarstwo, ponieważ zaraz przed naszym przyjazdem prawie cały stopniał. W parku narodowym w większości jeszcze się zachował. Przynajmniej mrozu natura nie poskąpiła. Dzięki temu większość trasy po drewnianych kładkach była zlodzona. Jezioro oraz torfowiska także były w całości zmrożone. Tworzyło to niezwykły klimat krainy lodu. W dodatku ostre, mroźne powietrze i brak chmur sprawiały, że dzień trwał dłużej. Jedynie ostatnią godzinę wędrówki i pół godziny czekania na autobus powrotny przetrwaliśmy już z czołówkami na głowach.

"Złota godzina" trwała tutaj około trzy godziny ;-)
Te długie cienie...
Zachód słońca z wieży obserwacyjnej

Najlepsze dopiero na koniec

Wydawało się, że cudowne widoki z Kurjenrahka były już tą wisienką na torcie zimowego wyjazdu. Prawdziwa "kropka nad i" miała jednak być dopiero postawiona i to w zupełnie innym miejscu. W planach na wieczór była jeszcze sauna. Nie byle jaka, bo nad samym morzem. W przypadku wybrzeża szkierowego w okolicach Turku morze jest tutaj jedynie wąską zatoką oddzielającą setki wysepek, ale nadal mówimy o tym samym Bałtyku. 

"Domek administracyjny" sauny

Piotrek znalazł na wyspie Ruissalo publiczną saunę w drewnianym domku. Dojechaliśmy w okolice autobusem miejskim, po czym trzeba było dojść około pół kilometra ciemną drogą do owego domu. W środku siedział pan, któremu zapłaciliśmy po 6 euro od głowy (sześć euro za saunowanie bez limitu, dla zrzeszonych w lokalnym klubie są to trzy euro). Budyneczek sauny znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej nad samym brzegiem zatoki. W środku grzało się około dwudziestu ludzi na raz, a po każdej sesji schodzili oni po metalowych schodkach wprost do lodowatej bałtyckiej wody. Szybkie zanurzenie i od razu wracano do sauny. 

A po saunie chodziliśmy do zimnej wody ;)

Wszystko działało bez żadnej pomocy obsługi. Nikt nie sprawdzał biletów. Po wejściu do sauny każdy sam dolewał wody do pieca, niektórzy dokładali drewno do pieca, drzwi nie trzymano ani trochę uchylonych (co jest istotne, aby ciepło nie uciekało). Wszędzie można było poczuć pełną swobodę. Kto chciał chodzić nago, ten chodził. Kto preferował saunowanie w stroju kąpielowym, też tak mógł zrobić. Nikogo nie karcono spojrzeniami, a przynajmniej nikt z naszej piątki czego takiego nie poczuł.

.

Dwie godziny czystej przyjemności zleciały ekspresowo. Czując się jak młodzi bogowie, wróciliśmy autobusem do hostelu. Sauna w prawdziwym fińskim stylu dopełniła dzień w najlepszy z możliwych sposobów. Zresztą tamten piątek wyglądał jak typowy weekend czy to u Estończyków, Łotyszy czy Finów - w ciągu dnia spacer w przyrodzie, a wieczorem czas w saunie. Idealny duet aktywności, który trzeba po prostu powtarzać częściej. Nie tylko na tej Północy.

Komentarze