Parika - klimat północnych bagien i jezior


Pojechać do Estonii i nie być na jakimkolwiek mokradle, nie podziwiać widoków z wieży widokowej na skraju lasu, nie wędrować drewnianymi kładkami? Tak być nie może. Tamtego dnia pogoda zdawała się idealna - nie padało ani kropli, chmur na nieboskłonie zaledwie kilka, warunki pewne, musiałem skorzystać i pojechałem do niedalekiego od Viljandi rezerwatu przyrody Parika. Pojechałem tam z nutą piosenki Mari Kalkun.


Czemu tam?

Pomimo tego, że 20% kraju to tereny bagienne i mokradła, po których wręcz się prosi, by je wszystkie poznać i wędrować w gumiakach po miękkim podłożu, to nie jest się tak łatwo do wielu z nich dostać. Na pewno nie wtedy, gdy nie masz własnego samochodu. Estońskie bagna to tereny bezludne, dokąd nie kursuje żadna komunikacja. Jednak strona RMK (estońskich "lasów państwowych") zawsze jakoś pomoże. Na ich stronie internetowej można wyszukać wiele miejsc udostępnionych do zwiedzania, szlaki turystyczne, wieże widokowe i wiele innych. Część z nich znajduje się blisko głównych dróg, po których kursują autobusy. I taka jest właśnie Parika.


Zaczynamy wędrówkę

A zaczynamy ją od wejścia do busa, za którego we wrześniu 2019 roku nie trzeba było płacić, ponieważ lokalna komunikacja autobusowa jest darmowa dla mieszkańców. Przy odrobinie znajomości języka i prawidłowemu wymówieniu nazwy miejsca dokąd się udajemy, mamy szanse skorzystać z darmowego przejazdu.

Wysiadłem na przystanku Parika. Słupek w środku pola. Cisza absolutna. Kilka domów widzianych na horyzoncie (zapewne te we wsi o tej samej nazwie), stary PGR. Ruszam najpierw wzdłuż drogi, którą przyjechałem. Podczas krótkiego marszu już miałem po swojej prawej stronie granicę rezerwatu, po 20 minutach doszedłem do tablicy informacyjnej z mapą i początku drewnianej ścieżki.

Wchodzimy do lasu.
Lepiej nie schodzić ze szlaku, bo wszędzie grząsko.

Wiele się nie namaszerowałem. Raptem po kilkuset metrach dotarłem na miejsce. Na brzeg sporego jeziora Parika z bagiennym brzegiem. Jak się okazało - sam nie byłem. Na bagno wyprawiło się starsze małżeństwo zbierać w gumiakach różne jagody i borówki.

Wejście na bagno

Było cały czas cicho. Tylko szum wiatru miotał gałęziami drzew. Wylazłem na wieżę widokową, usiadłem i obserwowałem przyrodę oraz dwójkę staruszków na bagnie. Łyk wody, garść orzechów, kilka pamiątkowych zdjęć dla uchwycenia chwili. Powoli trzeba było niestety wracać. Godzina odjazdu busa była nie ubłagana, zwłaszcza, że one bywają w Estonii bezwzględnie punktualne.

Chodzą i zbierają.
Pojedyncza leśna ścieżka prowadząca w nieznane

Jak się dostać do Parika?

Wsiadacie w Viljandi w autobus po 14.00 w kierunku dwóch miasteczek Kolga-Jaani i Põltsamaa. To drugie słynie z produkcji win owocowych - informacja dla koneserów. Do kierowcy wystarczy powiedzieć frazę "Tere, nullpilet Parika, palun" (co znaczy: dzień dobry, bilet zerowy do Parika, proszę") i dostaniecie bilet, który kosztuje 0 EUR (Wg aktualnych przepisów w Estonii komunikacja lokalna wewnątrz tego samego regionu jest darmowa dla mieszkańców. Komunikacja międzymiastowa jest już płatna). Przejazd trwa około 20 minut, wysiadacie na Parika i potem z zegarkiem w ręku musicie być o 16.15 z powrotem. To jest bowiem jedyny kurs w ciągu dnia, który umożliwia dojechać do tej okolicy. Ogólnie po tej drodze kursuje około 3-4 kursów dziennie zupełnie nieskoordynowanych. Tak jak wspominałem - Parika ma to szczęście, że jest położona przy drodze z jakimikolwiek busami. Dla porównania - do najsłynniejszego na południu Parku Narodowego Soomaa trzeba dojechać do pewnej wsi, z której czeka nas kilkunasto- kilometrowy marsz prostą (i uwierzcie nudną) leśną drogą bitą, aby wejść w ogóle na teren parku, nie wspominając o tych najsłynniejszych miejscach z jeziorami i bagnami.

Ruchliwa estońska droga
Jeden samochód na kilka minut. Autostop może się nie udać.

Czy warto?

Jeśli tylko kochasz naturę, masz odrobinę cierpliwości, nie robisz wokół siebie hałasu gdziekolwiek jesteś i jesteś akurat w tej części świata - to warto! Parika to takie małe miejsce, gdzie człowiek cieszy się tym, co widzi, nie oczekując niczego więcej.

źródło: Google Maps


Jeśli jeszcze nie czytałeś pierwszego tekstu napisanego po powrocie z wrześniowej podróży do Estonii to gorąco zachęcam! Do kubka herbaty na jesienny wieczór, jak znalazł. Kliknij TUTAJ.

Powstał też tekst z Valgi - transgranicznego miasteczka na styku Estonii i Łotwy. Kliknij TUTAJ.

O estońskich bagnach już kiedyś więcej napisałem, więc sprawdź tekst sprzed ponad 2 lat. Kliknij TUTAJ.


Komentarze

  1. Długa i interesująca relacja. W dodatku bardzo ciekawe zdjęcia. Gratulujemy i pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz