Melancholia w Suure-Jaani. Jak wygląda zima bez śniegu w Estonii?
![]() |
| Ulica Dworcowa w Suure-Jaani |
Pogoda w Estonii potrafi płatać figle. Przyjeżdżasz latem i oczekujesz słonecznej, bezchmurnej aury, a otrzymujesz rzęsiste opady deszczu trwające ponad tydzień. Przyjeżdżasz zimą i oczekujesz białych krajobrazów, skrzypiącego śniegu pod nogami i kilkunastostopniowych mrozów, a otrzymujesz temperaturę w okolicach zera, roztopy i gęstą mgłę. Chyba najlepiej nic nie oczekiwać w stosunku do pór roku i cieszyć się tym, co się ma.
Kiedy odwiedzałem Estonię w grudniu 2023 roku, zastałem wówczas zimę z prawdziwego zdarzenia. Był niewielki mróz, intesywne opady śniegu trwające kilka dni i klimat jak z bajki. Planując podobną wyprawę dwa lata później, sądziłem, że też pojawi się szansa na podobną aurę. Oj, jak bardzo byłem w błędzie! Wszystkie smutki i żale z tego powodu postanowiłem zatem wypocić w jakiejś estońskiej saunie. Gdzie dokładnie? W urokliwym miasteczku Suure-Jaani położonym 25 kilometrów na północ od Viljandi. Miasteczku, które słynie z przytulnego parku wodnego, drewnianej architektury, średniowiecznego kościoła i jeziora zlokalizowanego w samym centrum miejscowości.
![]() |
| Jedna z wielu drewnic w mieście |
Czytelnik zapewne już domyśla się, że na tym blogu próżno szukać treści o zabytkach Tallinna i TOP10 restauracji w stolicy Estonii. Za to bardzo łatwo znaleźć teksty o jakichś Bogu wiadomych miasteczkach pośrodku niczego. Południowa Estonia zdecydowanie zbyt rzadko pojawia się na łamach jakichkolwiek stron internetowych. Zwłaszcza tych po polsku. O Tartu jeszcze ktoś mógł słyszeć. Parnawa? Okej, taki "estoński Sopot" (lub Miami...). Viljandi? Dobra, o tym już pisał Sądecki Włóczykij. A Suure-Jaani? Co to w ogóle jest? Ano jedno z najmniejszych miast w tym malutkim ugrofińskim kraju. Ojczyzna XIX- i XX-wiecznych kompozytorów i malarzy. Niesposób pominąć tutaj postaci Marta Saara, Johana Kölera czy Artura Kappa spoczywających na miejscowym cmentarzu. To też miasto, gdzie w centrum nie dominują paskudne bloki z doby komunizmu, a liczne drewnice z początku ubiegłego wieku.
Do Suure-Jaani pojechałem lokalnym autobusem z Viljandi. Takowe kursują średnio co godzinę, a podróż trwa trochę ponad 30 minut (w zależności od trasy) i kosztuje 2 euro. Oczywiście można przyjechać tutaj także samochodem. Chociaż mieścina zlokaliowana jest z dala od głównych krajówek, to miejscowe "powiatówki" są w bardzo dobrym stanie. Pogoda tamtego grudniowego dnia nie brała jeńców. Po trzech dniach z przyjemnym mrozem i rachityczną ilością śniegu przyszło ocieplenie i mgła gęsta jak mleko. W ramach kilkugodzinnej wycieczki zaplanowałem sobie wizytę w spa, spacer po najciekawszych zakątkach miasta oraz przerwę na ciepłe jedzenie w jednej z dwóch knajpek w centrum. Jak mi poszło? Czytajcie dalej.
Historia Suure-Jaani
Suure-Jaani przez większość swojej historii było tak naprawdę wsią, a nie miastem. Mało tego, dość długo nosiło inną nazwę - Valula. Rozwój osadnictwa w tym miejscu od początku był ściśle związany ze średniowiecznym kościołem wybudowanym tutaj w XIV wieku. W nieco zmienionej archtektonicznie wersji dotrwał on do dzisiaj i funkcjonuje jako siedziba parafii luterańskiej. Świątynia nosi wezwanie św. Jana i to od niego miasteczno przyjęło jeden z członów obecnej nazwy. Drugi człon odnosi się do przymiotnika "duże", dla odróżnienia od innego estońskiego Janowa położonego kilkadziesiąt kilometrów na wschód.
Bardzo długo Suure-Jaani vel. Duże-Janowo składało się jedynie z kościoła oraz zabudowań należących do pastora. Pod koniec XIX wieku zaczął się wykup ziem i rozwój miejscowości. W tym samym czasie miała miejsce fala konwersji miejscowej ludności na prawosławie. W odpowiedzi na to na obrzeżach miasta powstała cerkiew. Najpierw drewniana, a potem murowana, która dotrwała do dzisiaj. Na początku XX wieku w Suure-Jaani istniało już targowisko, poczta, bank i szkoła. Latem ludność zajmowała się rolnictwem, a zimą - pracami leśnymi. Oficjalnie miejscowość dostała prawa miejskie w 1924 roku.
![]() |
| Melancholia lub z estońska melanhoolia - tak można podsumować tamten dzień |
Czasy ESSR zapisały się jako dynamiczny rozwój branży mleczarskiej. Wybudowano małe osiedle bloków, a liczba ludności wzrosła do ponad półtora tysiąca. Obecnie w mieście mieszka ledwo ponad tysiąc Estończyków. Głównie dominuje tutaj biznes drzewny, a w sezonie trzy grosze do miejscowego PKB dorzuca turystyka. Wszak z miasteczka mamy jedynie 10 kilometrów w linii prostej do słynnego Parku Narodowego Soomaa, gdzie znajdują się jedne z największych bagien w kraju.
Co zobaczyłem w Suure-Jaani?
Spacerowanie po mieście nie należy do najdłuższych. Najważniejsze atrakcje są położone niedaleko od siebie. Najbardziej pocztówkową z nich jest wspomniany kościół luterański św. Jana. Świątynia pochodzi z 1330 roku i przez wieki była religijnym sercem regionu. Przemianowana na luterańską i nieco przebudowana w XVIII wieku dotrwała do dzisiaj. Jest to budowla z kamienia, otynkowana, mająca drewniany strop, ale dach kryty blachą. Otoczona niewysokim murkiem, a na co dzień zamknięta i niedostępna. Na tablicy przed kościołem możemy przeczytać, kiedy odbywają się tutaj nabożeństwa oraz jakie wydarzenia sporadycznie organizuje parafia.
![]() |
| Kościół luterański św. Jana |
![]() |
| Pastoraat, czyli siedziba pastora |
Po drugiej stronie ulicy znajduje się drewniany dworek, w którym urzęduje miejscowy pastor. Natomiast kiedy pójdziemy dalej ulicą Jeziorną (Järve tänav), dotrzemy do bramy starego cmentarza oraz niewielkiego skwerku z pomnikiem Lembitu - estońskiego rycerza z XIII wieku. Monument z jego rzeźbą przypomina o walkach Estończyków o niepodległość w latach 1918-1920.
![]() |
| Cerkiew śś. Piotra i Pawła |
Mijając cmentarz i pomnik oraz kierując się dalej na południe, dotrzemy do cerkwi prawosławnej śś. Piotra i Pawła. Świątynię zbudowano w latach 1906-1908, w czasach, gdy wielu Estończyków przechodziło na prawosławie. Obecnie cerkiew należy do Estońskiej Apostolskiej Cerkwi Prawosławnej, czyli takiej, w której nabożeństwa odbywają się po estońsku i przynależą do niej w zdecydowanej większości Estończycy z południa i południowego wschodu. Jest to inna cerkiew niż ta "rosyjska", w której modli się mniejszość rosyjskojęzyczna w Estonii i nie podlega ona pod Moskwę, a pod Konstantynopol. Tyle teorii, a w praktyce? Po latach niebytu wspólnota prawosławna odnowiła się tutaj na początku 2024 roku. Latem odbywają się w środku nabożeństwa, ale zimą wierni modlą się w wynajętym budynku w Viljandi. Podczas mojej wizyty budynek był (oczywiście) zamknięty, ale przez wybitą szybę w oknie udało się zrobił zdjęcie wnętrza.
![]() |
| Wnętrze świątyni wyłapane obiektywem aparatu przez rozbitą szybę w oknie |
![]() |
| Miejsce rozkoszy dla ciała, czyli park wodny |
Na szczęście wizyta w Suure-Jaani nie sprowadza się tylko do zwiedzania zabytków z zewnątrz. W samym centrum na terenie dawnej wieży strażackiej funkcjonuje obiekt, dzięki któremu to miasto pojawia się coraz częściej na ustach mieszkańców i turystów. Mowa o Suure-Jaani Tervisekoda, czyli o centrum zdrowia, na który składa się park wodny z saunami, kawiarnia oraz gabinety lekarskie. Obiekt został oddany do użytku w 2019 roku i jego popularność stale rośnie. Estończycy lubią gdzieś się wygrzać lub wymoczyć conieco, a w tym miejscu mają ku temu sposobność. Mało tego, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów próżno szukać podobnej atrakcji! Ba! Nawet Viljandi nie ma otwartych basenów i saun, chociaż w chwili pisania tych słów wiem, że budowane jest podobne centrum, którego otwarcie planuje się na 2026 rok.
![]() |
| Mgła nie miała litości |
| W styczniu 2017 roku warunki pogodowe były zgoła inne |
| Zamarznięte jezioro przy słonecznej aurze i -15 stopniach |
Wygrzany od zewnątrz na sam koniec wycieczki poszedłem do dobrze znanej mi knajpy zwanej Kohvik Artuuri Juures, czyli Kawiarni u Artura. Lokal znajduje się w przyziemiach starego budynku na wale spiętrzającym wody miejscowego jeziorka. Ściany z kamienia i cegły, ciemne wnętrze, proste menu, przystępne ceny, radio z głośników. Nic wyszukanego, ale właśnie o to chodzi. Tutaj mogłem poćwiczyć swój estoński. Zamówiłem kawę, słoną przekąskę (te są trzymane na półmisku przykryte folią spożywczą, żeby nie wyschły) i pielmieni. To ostatnie danie - znane raczej z kuchni rosyjskiej - w tym miejscu jest podawane w wersji smażonej, nie w zupie, ale z dodatkiem przyprawionej śmietany (jesteśmy w Estonii, no halo!).
![]() |
| Jedna z dwóch kawiarni w centrum miasta |
Być może w trakcie lektury domyśleliście się jednej rzeczy o mnie. Nie były to moje pierwsze odwiedziny w Suure-Jaani. Tak naprawdę dobre kilka razy byłem w tej mieścinie w ciągu ostatniej dekady. Pamiętam ją ze stycznia 2017 roku, kiedy był potężny mróż i wszystko skute lodem. Byłem też z przyjaciółką i jej dziećmi świeżo po otwarciu parku wodnego w 2019 roku. Kolejnym razem przyjechałem tutaj sam na sauny w 2021 roku. Na pewno jeszcze wrócę. Dla tego widoku na jezioro i kościół, dla tej prostej kawy z ekspresu i pielmieni, dla sauny fińskiej, w której można samemu lać wodę na rozgrzane kamienie, dla tej ciszy i wreszcie dla poczucia, że czas tu biegnie potwornie wolno, co dla człowieka z dużego miasta może być z początku udręką, ale przy kolejnych wizytach staje się przyjemną terapią.
![]() |
| Autor tego tekstu zadowolony z wycieczki ;-) |













Komentarze
Prześlij komentarz