Rummu - ostatni dzień w Estonii


Tego samego dnia wieczorem miałem wsiąść w nocny autobus do Wilna i rozpocząć podróż powrotną do Polski kończącą ponad półmiesięczną przygodę na północy Europy. Nim to miało się stać, czekał na mnie dzień pełen emocji, przygód i sentymentalnych uniesień nad brzegiem zatoki Fińskiej.

Trzeba było Julię nieco pogonić z rana, abyśmy zdążyli na jedyny poranny autobus, jaki kursuje w soboty przez Rummu. Biegnąc jak szalony, wskoczyłem do Rkioska po dwie kawy i dwie drożdżówki. W ostatniej chwili wbiegliśmy do zapełnionego już pojazdu. Kierowca nie zwrócił uwagi na trzymaną w moich rękach kawę (w Estonii dość regulaminowo się przestrzega zasad przewozu), więc odetchnęliśmy ze spokojem i ruszyliśmy.

Gdzie jest Rummu?

Rummu to niewielkie osiedle zlokalizowane przy drodze prowadzącej z Keila do Haapsalu, jakieś 50 kilometrów na południowy zachód od Tallinna. Busem dojedziemy tam w godzinę. Osiedle przypomina nieco dawne osiedla robotnicze - w zabudowie dominują niezbyt przystojne chruszczowki, znajdziemy sklep spożywczy i to, co najważniejsze dla lokalnych mieszkańców, przystanek autobusowy. Trzy czwarte ludności stanowi mniejszość rosyjskojęzyczna, a Estończycy zaledwie 25%. Kiedyś osiedle funkcjonowało jako zaplecze dla lokalnego kamieniołomu piaskowca, a potem także do obsługi olbrzymiego więzienia. Dzisiaj zarówno kamieniołom, jak i więzienie są zamknięte i opuszczone. Jednak to właśnie dla nich przyjeżdża dzisiaj wiele żądnych przygód i turystów.

Hałda jest wysoka miejscami nawet na prawie 50 metrów!

Kamieniołom i więzienie w Rummu

Historia zaczęła się w 1938 roku, kiedy otwarto w Rummu kamieniołom i zaczęto wydobywać metodą odkrywkową tutejszy wapień płytowy (est. paekivi) i margiel. Przy robotach pracowali więźniowie z tutejszego ośrodka penitencjarnego, który powstał kilkadziesiąt lat później. Prace wydobywcze wyżłobiły ogromną niszę na 2,5 kilometra długą oraz 40-75 metrów szeroką. Głębokość wyrobiska dochodziła 4 metrów. Kiedy kamieniołom zaprzestał wydobycia w 1990 roku, a więzienie zamknięto w 2012 roku, miejsce popadło w zapomnienie, ale tylko chwilowo. Wyrobisko zalano wodą i powstało ogromne jezioro. I to właśnie wtedy Rummu zaczęli się interesować wszelakiej maści łazęgi, turyści i inni żądni przygód. Miejsce do dzisiaj jest własnością prywatną, dookoła terenu prowadzi wysokie ogrodzenie i oficjalnie nie ma dostępu dla turystów, chyba że korzystają z usług lokalnej firmy adventure'owej (www.rummu.eu).

Odważni (głupi?) skaczą z tych ruin na główkę do wody
Arizona, wersja estońska...
Okej, żartowałem z tą Arizoną ;)

Towarzyszka podróży już była wcześniej w Rummu, więc wiedziała, gdzie jest główna brama do kamieniołomu. Zastaliśmy ciekawy widok - rodzinę z dziećmi zamkniętą w obiekcie po drugiej stronie, od środka. Po chwili na wezwanie telefoniczne przyjechała ochrona obiektu - wypuściła "więźniów" i zamknęła bramę. Jednak razem z Julią i paroma innymi przypadkowymi Francuzami chcieliśmy się dostać do środka. Jako rosyjskojęzyczni zagadaliśmy do pana ochroniarza z prośbą o wpuszczenie nas. Zgodził się, ale za 3 euro od łebka. Przekazaliśmy informację kolegom z zagranicy i oto kilkuosobową grupką weszliśmy nielegalnie na teren zamkniętego więzienia i kamieniołomu za niewielką niby-łapówkę. Nie minęło kilkadziesiąt minut, a turystów i chętnych do wejścia było jeszcze więcej, którzy zapewne podobną metodą dostawali się do środka.


Co robić w kamieniołomie w Rummu?

Przede wszystkim cieszyć się widokami, a te we wrześniu 2019 roku były najlepsze, jakie można było sobie wymarzyć. Słońce, bezchmurna aura, przyjemny wiatr i ciepło sięgające 18 stopni, które na koniec września jest niemal anomalne. Rummu ściąga osoby ze względu na ruiny zabudowań, które stoją pośrodku tafli jeziora. Nad jeziorem również dominuje ogromne sztuczne wzniesienie będące hałdą, które wzbija się niespełna 50 metrów ponad lustro wody. Na całym obszarze brakuje jakichkolwiek zabezpieczeń, zatem pływanie w jeziorze, skoki do wody czy wspinaczkę na górę można wykonywać tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność! Razem z Julią podarowaliśmy sobie kąpieli w jeziorze, ale spróbowaliśmy wydrapać się na hałdę. Widoki przypominały nieco Arizonę, nieco jakieś północne krajobrazy, a z samej góry natomiast oczy nie wiedziały, gdzie mają patrzeć, a radość z momentu była ogromna!

Wyszli, siedli i zrobili zdjęcie butom :)

Jak dojechać i wrócić z Rummu?

Wielokrotnie wspominałem o tym, że komunikacja międzymiastowa w Estonii jest sporadyczna i nie będąc zmotoryzowanym jesteśmy uzależnieni od chaotycznych rozkładów jazdy. W jedną stronę udało nam się dojechać autobusem, w drogę powrotną spróbowaliśmy autostopu. A ten, jeśli pogoda dopisuje i stoimy przy jakiejś ruchliwszej arterii, jest zawsze skuteczny. W kwadrans złapaliśmy okazję, która dowiozła nas z Rummu do Keila, a potem udało się dojechać z młodym Estończykiem z Keila do samego Tallinna, a dokładnie do Haabersti - wtedy miała się zacząć druga część naszej przygody tamtego dnia.

"Kas te lähete Tallinnasse või Keilasse?" - pytałem kierowców. A jeden z nich po rosyjsku: "Da, my do Keila". Krótka historia mojego słowiańskiego akcentu.

Garść informacji praktycznych o Rummu

  • na teren kamieniołomu wchodzimy na własną odpowiedzialność!
  • jeśli chcemy ponurkować w jeziorze, popływać na kajakach itp. to polecam skorzystać z usług lokalnej firmy (www.rummu.eu), niż robić to na własną rękę,
  • niektórzy znajomi wchodzili bez "łapówki" do teren obiektu szukając dziur i przerw w ogrodzeniu; niespecjalnie polecam obecnie te metodę, ponieważ wg najnowszych informacji całe ogrodzenie zostało mocno uszczelnione i pozostaje tylko wejście przez bramę wjazdową,
  • nie idźmy tam sami' w grupie poczujemy się pewniej i w razie wypadku będzie ktoś z nami do pomocy,
  • ubierzmy dobre buty, jeśli planujemy wyspindrać się na hałdę, która jest niezwykle stroma, w wielu miejscach podłoże sypkie i żwirowe.


Dlaczego do Kakumäe?

Odkąd zobaczyłem pierwszy raz jadąc do Laulasmaa nadmorskie klify, których nie brakuje na północnym wybrzeżu Estonii, zakochałem się i chciałem zobaczyć ich więcej! Znajoma, jako mieszkanka Tallinna, powiedziała mi o takim miejscu jak Kakumäe w dzielnicy Haabersti. Zatem w drodze powrotnej z Rummu kierowca z autostopu wysadził nas w bliskiej odległości do naszego celu. Kakumäe to niewielkie osiedle oddalone od centrum stolicy kilkanaście kilometrów położone na półwyspie wyciągniętym w kierunku północnym, w stronę Finlandii. Nie jest popularne miejsce dla turystów - dzisiaj w tamtych okolicach lubią budować swoje wille przedstawiciele biznesu, politycy, gwiazdy popkultury. Kakumäe jest spokojnym, zalesionym osiedlem otoczonym z trzech stron morzem. Zamiast plaż zobaczymy tam wysokie klify sterczące nad taflą Zatoki Fińskiej.


Godzina była wybitnie popołudniowa. Zacząłem nieco się stresować zbliżającym się wieczorem (miałem wtedy za kilka godzin autobus powrotny do Polski). Jednak nim stres wziął górę, to pejzaże towarzyszące spacerowi dookoła półwyspu urzekały mnie co chwilę!

Statki kierujące się do portu w Tallinnie

Słońce już zachodziło. Końcówka września to początek jesieni, coraz krótsze dni i coraz chłodniejsze wieczory. To był koniec mojej estońskiej przygody, połączonej troszkę z Rygą i Wilnem - siedemnaście dni spędzone w drodze, między Viljandi, Tartu i Tallinnem. Ale każdy koniec łączy się początkiem czegoś nowego. Zatem kolejny wyjazd zaczął się powoli planować. Tym razem latem 2020 roku...
Ostatnia fotografia zrobiona podczas wyjazdu

Pozostałe relacje z wrześniowego wyjazdu, które pojawiły się na blogu:

  1. Estonia - pierwsze myśli
  2. Valga - dwa państwa, jedno miasto
  3. Parika - klimat północnych bagien
  4. Jezioro Pejpus - wzdłuż klifów w Kallaste
  5. Laulasmaa - na kawie u Arvo Pärta


Komentarze

  1. Bardzo ciekawy rejon, a hałda robi na prawdę wrażenie...nie pomyślałbym w ciemno że to Estonia ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz